Praca Pszczyna Praca Pszczyna

pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

REKLAMA - BILLBOARD WIADOMOSCI

Wiadomości

  • 26 kwietnia 2020
  • 30 kwietnia 2020
  • wyświetleń: 4979

Pan Andrzej szuka fotografii leśnych kapliczek i pomników, a także poroży

- Ponieważ w czasie epidemii może niejedni się nudzą, mam prośbę do młodzieży i wszystkich czytelników, by przeglądnęli stare zdjęcia we własnych domowych archiwach - pisze Andrzej Brandys. Poniżej przedstawiamy artykuł napisany przez pana Andrzeja, dotyczący pszczyńskich lasów i żyjącej w nich zwierzyny oraz znajdujących się tam kapliczek i krzyży. Jednym z tematów, pozostających w kręgu jego zainteresowań, są także zrzuty poroża jeleni.

Mam do szanownych Czytelników portalu pless.pl wielką prośbę. W niejednym domu znajdują się stare rzeczy, czy zdjęcia dotyczące interesujących mnie tematów. Chciałbym podkreślić, że nie ma rzeczy głupich, nieważnych. Komuś się może wydawać: a co kogoś to obchodzi... Jesteście w błędzie. Ktoś, kto ma jedno zdjęcie, może przyczynić się do odbudowania czegoś, o czym by nawet nie pomyślał. W tym artykule opowiem o kilku takich historiach.

Od dziesięcioleci interesuję się historią związaną z naszym regionem. Badam temat naszych leśnych pomników, dziś nazywanych po prostu kamieniami, czy głazami. Jednak czy głaz, na którym coś napisano to nadal tylko bezimienny kamień? Ktoś zapisał na nim historię - informował o różnych wydarzeniach i faktach. Jeżeli posiadasz w domu starą fotografię, na której ktoś stoi obok głazu, na którym coś jest napisane - daj znać. Może ta fotografia przywróci jakiś obiekt do życia, pozwoli go odrestaurować.

Podobnie jest z leśnymi kapliczkami. Są przepięknym śladem naszej historii. Przeważnie były robione przez prostych ludzi, którzy chcieli upamiętnić w ten sposób, że coś się w danym miejscu wydarzyło. Dziś są one bezimienne, bo zapomniano dlaczego stoją, a niejednokrotnie są niszczone, czy dewastowane. Zapomniano też, dlaczego przy wielu drogach stoją krzyże.

Dlatego jeżeli wiedzą Państwo coś w tym temacie - napiszcie. Trzeba to zapisać dla potomnych. Jeżeli mają Państwo fotografie w tej tematyce - pochwalcie się nimi, nie wyrzucajcie, skontaktujcie się z pasjonatami! A może znacie kogoś, kto posiada takie rzeczy - dajcie znać, że ktoś tego poszukuje. Wiem, że masę zdjęć wywieziono do Niemiec. Może macie tam kogoś, kto może pomóc. Jak nie zrobimy tego dziś to kiedy? Nasz region kiedyś był znany na świecie z walorów przyrodniczych. Dziś ze smogu. Czas to zmienić! Nic tak nie uczy i nie daje do myślenia, jak porównanie tego, jak było dawniej, a jak jest dziś. Pozwolą na to stare ryciny, czy zdjęcia.

Mogę obiecać, że za najlepsze zdjęcie, czy informacje nadesłane do mnie odpowiednio nagrodzę książką Willy'ego Benzla - "Pszczyńskie lasy, bagna, polesia". Może to zachęci Was do przeglądnięcia archiwów. Może portal pless.pl pokaże co do mnie dotarło.


Fotografia obrazu św. Huberta
fot. archiwum Walentego Tatoja z Bojszów


Opiszę teraz przykłady znalezionych archiwaliów, do których doszedłem chyba dzięki Opatrzności. Moja śp. babcia, kiedy robiła na dołkach, godała mi o obrazie św Huberta na Dębie. Opowiadania jak to opowiadania, ale gdy dorosłem, chciałem sprawdzić, czy te historie są prawdziwe. Pytałem więc w okolicy. Starsi wiedzieli, o co chodzi, opisywali jak wyglądał obraz, ale na tym koniec. W końcu postanowiłem napisać do gazet, w tym Dziennika Zachodniego. Na jego łamach ukazała się moja prośba z wyjaśnieniem, czego szukam. Myślałem, że ktoś się odezwie, ale cisza. Po pewnym czasie kolega z pracy poinformował mnie, że pewien pan z jego miejscowości mnie szuka. Skontaktowałem się z nim. Pojechałem do Bojszów. Mieszkał tam dziś już świętej pamięci Walenty Tatoj - bardzo miły pan, z którym żeśmy sobie wiele porozprowiali. Był myśliwym, a dawniej leśnikiem. Miał coś dla mnie - było to zdjęcie obrazu, którego szukałem. Chciałem go pożyczyć, by zrobić skan. Pan Walenty początkowo się obawiał, że mu go zabiorę. Ale w końcu zdjęcie dostałem. Zostało zeskanowane, poprawione graficznie na komputerze i wydrukowane. Oddałem panu Walentemu oryginał oraz kopię skanu.

Kontynuowałem poszukiwania. Chciałem wiedzieć, jak wyglądał w kolorze, kto go namalował w oryginale. Nikt nic nie wiedział. Nawet kontaktowałem się moim łamanym niemieckim z pewnym profesorem, który był pasjonatem obrazów św. Huberta i zbierał ich kopie. Widział jednak taki obraz po raz pierwszy i nie mógł mi pomóc. Myślałem, że to już koniec. Ale wtedy Ktoś znowu zadziałał. Spotkałem pana Piotra, którego tata robił kiedyś zdjęcia i z ciekawości zapytałem o tematy leśne. Pan Piotr odpowiedział, że mam przyjechać, da mi skrzynkę ze starymi slajdami. Przeszukując tę skrzynkę natrafiłem na kliszę, na której był szukany przeze mnie obraz! Co za radość! Ale: co dalej, kto go może mieć? Przeglądając klisze, doszedłem do tej, na której jakaś pani miała na rękach małego chłopczyka, a obok niej prawdopodobnie znajdował się obraz, którego szukałem, bo to była jego rama. No i znowu się zaczęło poszukiwanie, aż któregoś dnia zapukałem do pewnego domu. Otworzył pan i zapytałem czy wie kto jest na tym zdjęciu, odpowiedział, że jego babcia. Gdy zapytałem, czy można z nią porozmawiać, odpowiedział, że jest w kościele. Pokazałem zdjęcie obrazu i zapytałem czy coś może wie na ten temat. Gdy mi powiedział, że wisi u babci na ścianie, o mało nie usiadłem. W końcu skontaktowałem się z tą panią, powiedziałem czego szukam i dlaczego. Nie miała sprzeciwu bym ten obraz zobaczył oraz by kolega mógł go sfotografować. I tak oto po 4 latach doszedłem do tego, jak wyglądał obraz na starej drodze biegnącej z Pszczyny przez Studzienice do Cielmic i dalej, za drewnianym mostem (którego dziś już nie ma).


Rekonstrukcja obrazu św. Huberta
fot. archiwum Andrzeja Brandysa


Decyzja, czy kapliczka z tym obrazem powróci na swoje miejsce, zależy teraz od Nadleśnictwa. Gwoli informacji, na wymienionej drodze stoi krzyż. O tym, dlaczego tam stoi, mówią różnego rodzaju podania. Uważam, że dziś będzie bardzo trudno dojść do faktycznych przyczyn jego powstania. Moim zdaniem był to drogowskaz. Dochodząc do niego od strony Studzienic, kto skręcił w lewo, szedł do Kobióra i wychodził na tzw. Bieruńskich Wrotach obok leśniczówki Promnice. Kto skręcił w prawo, szedł do Bierunia, a kto szedł prosto - wychodził w Cielmicach. Udokumentowano, że krzyż stał w tym miejscu już w 1780 roku. Oznacza to, że jest to najstarszy ślad krzyża w naszych lasach. Krzyż obecnie się tam znajdujący nie jest oczywiście z 1780 roku. Ludzie co jakiś czas go wymieniają, bo gnije.

Chciałem też opowiedzieć o zdjęciach pewnego żubra. W kręgu moich zainteresowań znajdują się zwłaszcza tematy leśne - zwierzyna, polowania, infrastruktura leśna. Moim hobby był zawsze jeleń pszczyński. Przeglądając literaturę, natrafiłem na starą fotografię z naszymi jeleniami z podpisem autora. Poszukałem w internecie tego nazwiska i zadzwoniłem. Odebrał miły pan. Opowiedziałem mu, dlaczego dzwonię, czy coś może wie na ten temat. Odpowiedź była miodem na moje serce. Był to wnuk autora tego zdjęcia. Oczywiście zaraz zadałem mu pytanie, czy nie ma jeszcze podobnych zdjęć w domu. Okazało się, że pan miał już wszystko przygotowane do spalenia, bo kogo to dziś interesuje... Od razu do niego pojechałem i dogadałem się z nim. W ten sposób pozyskałem zdjęcia z jeleniami. Wśród nich były też oczywiście pszczyńskie żubry, m. in. 13 odbitek z żubrem, który stał obok jakiegoś gospodarstwa. Na początku mnie to nie zainteresowało, ale w trakcie dalszych poszukiwań, co chwilę natrafiałem na informację o żubrze Plessie / Zygfrydzie, który pojechał jako prezent do Goeringa w czasie II wojny światowej. Jak się okazało, uratowałem zdjęcia właśnie tego żubra! Historia samego żubra Plessa jest tak ciekawa i wspaniała, że była opisywana i w polskich i niemieckich czasopismach. Zdjęcia te posłałem kilku osobom, które później je wykorzystały w swoich publikacjach. Niestety, niejednokrotnie bez podania, od kogo pochodzą.

Na koniec mam prośbę do wszystkich, którzy zbierają zrzuty jeleni. Poniżej załączam zdjęcie, które może być różnie odebrane, ale nie jest to fotomontaż! Wiem, że to nie mieści się nam dziś w głowie, ale przedstawia ono zrzuty z jednego rewiru leśnego księcia pszczyńskiego. Obok zebranych zrzutów stoi gajowy księcia. Każdy może zobaczyć ich moc i potęgę.


Gajowy i zrzuty poroża
Gajowy Jana Henryka XI i zrzuty poroża jeleni z rewiru leśnego księcia pszczyńskiego. · fot. archiwum Andrzeja Brandysa


Może nie wszystkim wiadomo, ale za czasów księcia zbieranie zrzutów było zakazane. Nie wolno było w określonym czasie wchodzić do lasu i zbierać poroża jeleni. Wręcz ścigano tych, którzy coś zabrali do domu. A zabrać wcale nie było łatwo, bo każdy gajowy dokładnie znał swoje byki, wiedział gdzie są.
Jeśli jednak byk został odstrzelony, to myśliwy mógł je sobie zakupić. Takie poroża pochodzące ze zrzutów dawniej były zabezpieczane poprzez umieszczanie ich w specjalnych skrzyniach. Na ich podstawie oceniano, jak długo dany byk jeszcze pożyje i jak się rozwija. Zrzuty te były wystawiane obok pomnika św. Huberta w Promnicach. Wiem, że przed wojną w niektórych regionach były organizowane wystawy i spotkania osób, które je zbierali.

Może są Państwo zainteresowani spotkaniem z podobnymi pasjonatami żyjącymi dziś? Oczywiście w czasie, kiedy ustąpi epidemia. Będzie to możliwość porozmawiania, a może i wymiany zrzutami. Dotyczy to również zrzutów rocznych, czy starszych. Ich ilość pozwoli procentowo określić, ile zrzutów pozostaje. Nie raz szkoda, że w domu leży piękna tyka, a ktoś inny ma drugą pary i pozostają one rozdzielone. Wiem że niejedni je sprzedają. Do nich też prośba: zróbcie zdjęcie i podajcie wagę. Jeżeli każdy podejdzie to tego tematu uczciwie i z pasją, to jesteśmy w stanie wykazać, jakie jelenie żyją obecnie w naszych lasach i w jakiej ilości. Ma to dotyczyć tylko lasów pszczyńskich. Na pewno myśliwi i Nadleśnictwo też byliby ciekawi, jakie osobniki są na naszym terenie. Wyniki po paru latach mogą być bardzo, bardzo ciekawe, bo żeby coś określić, trzeba robić badania kilka lat - wtedy takie działanie ma sens.

Na koniec muszę napisać jedną rzecz. Proszę, żeby każdy, kto cokolwiek prześle podał swoje dane (o ile chce). Chodzi o prawa autorskie - nikt nie może rozpowszechniać niczego bez zgody posiadacza danego zdjęcia. Zawsze podaję od kogo dany artefakt pochodzi w publikacji. Właściciel zdjęcia powinien zostać wymieniony.

Jeżeli więc posiadają Państwo archiwalia związane z pszczyńskimi lasami - stare zdjęcia pomników, kapliczek, czy innej infrastruktury, proszę o podzielenie się zbiorami. Chodzi o uratowanie starych fotografii ludzi i rzeczy, których już nie ma. Zdjęcia te są może ostatnimi dowodami ich istnienia. Warto byłoby również zorganizować spotkanie wszystkich, którzy interesują się lasami i zamieszkującą je zwierzyną.

Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt mailowy: andrzej-br@o2.pl lub telefoniczny - 505 641 512 (nie zawsze jestem w stanie odebrać o każdej porze dnia z powodów zawodowych, ale na pewno oddzwonię).

Należałoby w końcu pokazać, jaką wspaniałą przyrodę mieliśmy, jak do tego dochodzono, co osiągnięto i jak wygląda to dziś. Należy napisać wprost, że pewne rzeczy, historie należałoby wyjaśnić i przedstawić w całkiem innym świetle, niż dotychczas były publikowane. Zbieram materiał cały czas i może kiedyś coś napisze na ten temat, co moim zdaniem przewróci dotychczasowe pojęcie o tym, co na ziemiach pszczyńskich robiono.

Dla mnie istotne są fakty co się działo i że zostało to jakoś zapisane. Bo tylko na faktach można opisać, co było, a nie wymyślać i tworzyć od nowa historii. Nakładanie nowej historii na starą, niejednokrotnie ma na celu, by to, co było zatrzeć i by nie pozostał ślad tego, co stało się na przykład z naszymi pomnikami.

Andrzej Brandys

REKLAMA - BANER POD ARTYKUŁEM

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.