Praca Pszczyna Praca Pszczyna

pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

REKLAMA - BILLBOARD WIADOMOSCI

Wiadomości

  • 18 marca 2014
  • 23 marca 2014
  • wyświetleń: 6835

Opowieści 101-letniej pszczynianki

Mówi, że dziś żyje się zupełnie inaczej. Dzieci mają wszystko. Dawniej musiały ciężko pracować. Dziewczęta z biedniejszych rodzin wysyłało się "na służbę". Zofia Ryt z Pszczyny, która 28 lutego skończyła 101 lat, nie chciałaby więc, by dawne czasy wróciły. Z solenizantką rozmawiała Renata Botor z Tygodnika "Echo".

Zofia Ryt
Zofia Ryt · fot. Renata Botor / Tygodnik Echo


- Ciocia, któryś jest rocznik? - zagaduje Krystyna Dzik, siostrzenica pani Zofii. - Z 28 lutego 1913 - odpowiada szybko pani Zofia. Pochodzi z Łąki. Do Pszczyny musiała się przeprowadzić w latach 50., gdy budowano zaporę. - Mój dom utopiony jest - wyjaśnia krótko. Rodzina dostała pole w Pszczynie i trzeba było się przenieść, budować.

Miejsca związane z dzieciństwem to jednak tamten łącki teren. Gdy jest mało wody, jeszcze dziś ponoć widać cegły z ich domu. Za nim ("ale to jeszcze daleko, daleko") była tzw. pasieka, gdzie się chodziło krowy paść. Została skarpa, która kiedyś była górką do zjeżdżania na sankach...

W Łące mieli małe gospodarstwo, dwie krowy, konia, trochę pola. W domu było dziewięcioro dzieci: czterech chłopców i pięć dziewczyn (nie żyje już nikt z rodzeństwa). Tata był cieślą, jeździł na robotę do Krakowa. "Umarł wczas". Mama zajmowała się domem. Pochodziła ze Studzionki, więc tam jeździło się w niektóre niedziele furmanką albo pożyczoną od Wawrzyczków bryczką. Nigdy nie jechała cała rodzina w odwiedziny. Jeden zawsze zostawał, by pilnować domu.

W domu zawsze była robota. W porze wykopków szło się zbierać ziemniaki - na swoim polu i "po ludziach". Za to się przyniosło ziemniaków albo parę groszy i można było co kupić. - Najgorsze było do mnie dźwigani kosza do woza. Jak to było ciężko! - wspomina Zofia. Zimą nie było roboty w polu. - Chodziły my szkubać piyrzi - opowiada Zofia. Szkubało może z dziesięć kobiet, dziewcząt, dzieci. Na stole było wysypane pierze z gęsi. Zbierało się te pióra już latem, jak "giysi obrosły", to się je "podszkubywało".

Zimą się te pióra szkubało. - Najpiyrw jedna strona się darło, potym drugo, a tyn długi kłąk był do wyrzucynio - tłumaczy Zofia. Jak zaczęły o szóstej wieczorem, tak kończyły może około 10 w nocy. Do jednego domu chodziło się kilka dni. - Czasami dwa tygodnie - mówi Zofia. - Dali nom jeść. Śpiywało się przy tym szkubaniu byle co. Różne piosneczki, kościelne też - wspomina z uśmiechem. Plotkowało się, opowiadało różne historie o strachach, utopcach. - Opowiadali, że czerwoni utopcy są we wodzie i żeby dzieci blisko wody niy szły, bo wciągną - mówi Zofia. Jak już wszystko baby wyszkubały w jednym domu, kolejne wieczory spędzało się na szkubaniu u następnej gospodyni. I zeszła zima. Pierze trafiało do worków i robiono z tego pierzyny, poduszki. Dzieci było w domach dużo, więc pierzyny były ciągle potrzebne. A nadwyżki się sprzedawało. Szkubały ino baby.

- Chłopcy wtedy chodzili po wsi, grali i śpiewali. Mój brat Paweł groł na gitarze. Jak on śpiywoł! - zachwyca się Zofia. Paweł miał ponoć głos jak Kiepura. Gdy wrócił z wojska we Włoszech śpiewał po angielsku, włosku, np. "Mamma soltanto felice". - Siedzieli my przy domu na ławce i słuchali, aż mama goniła do spanio. Zmarł młodo, gdy miał 51 lat. - Chłopy nie tylko śpiewały, ale też na przykład młóciły zboże cepami - dopowiada siostrzenica. - A my niy?! Baby też. Ile jo razy młóciła! - mówi Zofia.

Ciężko było na służbie. Trafiało się na nią zaraz po ukończeniu szkoły. Mówiło się wtedy, że "dziywkę" potrzebują na służbę - i się gospodynie ugadywały. Dostawało się na tej służbie jeść, miało gdzie spać, ale trzeba było pracować, jak służąca.

- Teraz to młode niy wiedzą, co to jest robić - wzdycha pani Zofia. Ona i jej siostry służyły. Jedna z sióstr była aż pod Opolem. "Zofija" - najpierw "w Studziynce", potem w Szerokiej, a najdłużej służyła w Tychach, u ciotki. Pracowała na polu, "gnój ciepała". Najlepsza robota to było krowy paść. Powiązało się je na łańcuchu, był spokój. U ciotki w Tychach mieli sześć krów, ale od pasienia był synek na służbie. Zofii zostawała więc robota w domu i na polu. - Rozmaicie było, jak to w pracy - kwituje. Do domu rzadko jeździła, za to mama ją odwiedzała. Za pieniądze, które zarobiła, kupiła to, co było jej potrzebne, a resztę dała mamie.

Po latach za przyoszczędzone pieniądze kupiła "po taniu" maszynę do szycia, singerkę. Szyła na niej ludziom kiecki, jakle, potem sukienki i spodnie. Chusty dawała do wyhaftowania i wyciągnięcia frędzli. Skarpety i swetry "sztrykowała jegliczkami". Sama się nauczyła i szyć, i sztrykować. "Mama niy sztrykowali". Mama za to "piykli" najlepsze na świecie kołocze, takie "że aż się ich chciało". Mama też nauczyli, że co wieczór przed spaniem trzeba klęknąć i się modlić. Bo o wszystkim można zapomnieć, "ino o Bogu się niy zapomino".

Sobie Zofia szyła tylko jakle i kiecki, choć... podobały się jej sukienki. - Ale na wsi mało chodziło w sukienkach - tłumaczy. Kiecki zrzuciła najmłodsza siostra, która służyła pod Opolem. Zofia została przy jakli, spodnicy, chuście itd. Kiecki są też przygotowane - zdradza pani Krystyna - "jakby kiedy co".

Zofia zawsze dużo chorowała. Nie wyszła za mąż. - Ale wychowywała nas, czyli dzieci swojej siostry, a mojej mamy, gdy ta chodziła do pracy, a potem także moje dzieci, gdy ja chodziłam do pracy - opowiada siostrzenica. Teraz z wnukami Krystyny ogląda bajki i filmy przygodowe.

Dużo jest dobrych wspomnień z przeszłości: jak się szło na nieszpory ("jak my to lubili!"), jak w Łące bandy mikołajowe chodziły ("ale niy taki Mikołaj jak w telewizji", tylko w stroju biskupa), jak robili najlepsze masło (nie to co teraz jest), jak dużo ludzie ze sobą rozmawiali, śpiewali, byli dobrzy jeden dla drugiego, tyle "rozpusty" nie było i dzieci rodziców słuchały...

- To było kiedyś lepiej? - pytam. - Niy. Teraz jest lepij, bo teraz jest wszystko. Kiedyś była biyda i wrócić się do tamtych czasow bych niy chciała.

Renata Botor / Tygodnik Echo

REKLAMA - BANER POD ARTYKUŁEM

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.