Praca Pszczyna Praca Pszczyna

pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

REKLAMA - BILLBOARD WIADOMOSCI

Wiadomości

  • 30 października 2013
  • wyświetleń: 3226

Czwarta rozprawa ws. szkoleń

Kolejni strażnicy miejscy zeznawali w procesie dotyczącym fotoradarowych szkoleń, w którym na ławie oskarżonych siedzi m.in. Marek Cz., były komendant Straży Miejskiej.

fotoradar
Strażnicy zaprzeczają, by brali udział w szkoleniu z obsługi fotoradarów


Czwarta rozprawa odbyła się 17 października w Sądzie Rejonowym w Pszczynie; trwała ponad trzy godziny. Trzej przesłuchiwani strażnicy, tak jak i ich poprzednicy, stanowczo zaprzeczyli, by brali udział w szkoleniu z obsługi fotoradarów. Jak mówili, nawet nie wiedzieli, że takie miało się odbyć. Tłumaczyli również, że na fotoradarowych kontrolach prędkości mieli być obecni tylko "fizycznie".

Przypomnijmy, że prokurator oskarża byłego komendanta Marka Cz. o działanie na szkodę Urzędu Miejskiego w Pszczynie (przestępstwo z art. 231. par. 2 kk w zw. z art. 231 par 1 kk). Chodzi o zatwierdzenie rachunków za fikcyjne, zdaniem prokuratury, szkolenia strażników w zakresie posługiwania się fotoradarami. Gmina za nie zapłaciła (ok. 3,5 tys. zł), tymczasem według prokuratora, szkolenia się nie odbyły.

Marek Cz. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Na pierwszej rozprawie powiedział m.in. że nikt z władz miasta nie zobowiązał go do nadzorowania szkoleń oraz nikt z podwładnych nie informował go, że instruktaże się nie odbyły. Do zarzutów nie przyznał się też drugi z oskarżonych, Stanisław K. (prokurator zarzuca mu, że szkoleń nie było, a mimo to przedstawiał za nie rachunki). Oskarżony twierdzi, że szkolenia prowadził, był to "praktyczny instruktaż".

10 października zeznawali strażnik i strażniczka miejscy. 17 października do sądu zostali wezwani trzej kolejni funkcjonariusze SM. Zadawane im pytania dotyczyły głównie pomiarów prędkości, które odbywały się w 2010 r. na pszczyńskich drogach z użyciem fotoradarów. Zeznający strażnicy brali w nich udział więcej niż raz. Jak powtarzali przed sądem, nikt niczego im tam nie tłumaczył, wręcz przeciwnie, mieli polecenie być tylko "fizycznie", nie wtrącać się do niczego, niczego nie ruszać, bo wszystkim zajmą się technicy firmy fotoradarowej. Jak powiedzieli, polecenie tylko takiej "fizycznej" obecności na pomiarach mieli dostać od ówczesnego komendanta Marka Cz. Jak również wyjaśniali, obecność umundurowanego strażnika przy pomiarach prędkości była konieczna, by były ważne, bo tego wymaga ustawa.

Świadek M.K. relacjonował m.in. że były dwa samochody, jeden z fotoradarem, drugi bez niego. Strażnik siedział w aucie bez fotoradaru, razem z technikami, którzy coś robili na laptopach (nie pokazywali mu swojej pracy, nie szkolili). Strażnik uzupełniał wówczas swoje notatki, czytał ustawy itd. Jak powtarzał kilka razy w sądzie, nie wtrącał się do pracy techników, bo też takie było polecenie komendanta. Na pomiarach spędzało się ok. trzech godzin.

Świadek P.Sz. pytany był m.in. o udział w jednym z pomiarów, kiedy przez około dwie godziny siedział w samochodzie ze Stanisławem K. Strażnik zeznał, że nie rozmawiali o obsłudze fotoradarów (jak powiedział, Stanisław K. sam nie narzucał takiego tematu). Jakie były tematy rozmowy, nie zapamiętał. Sąd dociekał też, czy był jakiś wyjazd, by "na sucho" poćwiczyć pracę fotoradaru. Strażnik stwierdził, że nic mu nie wiadomo, by coś takiego miało miejsce.

Trzeci strażnik (H.P.), dopytywany przez obrońcę komendanta, czy interesował się pracą fotoradarów, czy zadawał pytania ich dotyczące, odpowiedział, że komendant tego zabronił. Adwokat Emil Melka chciał wiedzieć, jakimi słowami, a świadek zacytował: "masz niczego nie robić, niczego nie dotykać, bo za wszystko odpowiadają pracownicy firmy". Jak zeznał też H.P., zadał jednak pracownikom firmy fotoradarowej kilka pytań i miał od nich usłyszeć, że przeszli specjalistyczne szkolenie, otrzymali certyfikat, ale sami nie mogą nikogo szkolić. Nie pamięta,czy mówił o tym komendantowi. H.P. opowiedział również, że chciał zobaczyć, jak urządzenie fotoradarowe działa - na placu SM, jeszcze przed wykonywaniem pomiarów, ale nie zostało mu nic pokazane, więc więcej się nie dopominał. Nazwisk osób z tych zdarzeń jednak nie pamięta.

Obrońca Marka Cz. chciał wiedzieć, czy strażnik mówił o tym komendantowi, zastępcy lub innemu przełożonemu. H.P. odpowiedział, że mówił, ale nie pamięta komu. - Czy przyszła panu do głowy myśl, że udział w pomiarach był praktycznym szkoleniem strażników? - pytał mec. Melka. H.P. powiedział, że nie przyszło mu to na myśl, bo dotąd każde szkolenie w Straży było wcześniej zapowiedziane, była lista, na której się podpisywano, że zostało się o tym poinformowanym. Na szkoleniu podano, kto je przeprowadza i podpisywano kolejną listę uczestników. Dostawało się certyfikat bądź dyplom. A tu nic takiego nie było.

(reb) / Tygodnik Echo / pless.pl

REKLAMA - BANER POD ARTYKUŁEM

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.