pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

Reklama

Sport

  • 20 kwietnia 2011
  • wyświetleń: 4468

PALP: Tak już zostanie?

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "POSiR" podaj

We wszystkich trzech ligach mamy coraz wyraźniejszych liderów. Dwa, trzy zespoły w każdej lidze Pszczyńskiej Amatorskie Ligi Piłkarskiej wyraźnie są teraz w lepszym położeniu niż pozostałe ekipy. Czy tak zostanie już do końca? Przekonamy się w następnych potyczkach. Mimo wszystko prawdziwe mecze o wysoką stawkę jeszcze przed nami i dopiero one wyjaśnią nam kto liczyć się będzie w walce o mistrzostwo w poszczególnych klasach rozgrywkowych.

PALP: 17.04.2011
Walczyć do upadłego w I lidze...


PALP: 16.04.2011
...w II lidze...


PALP: 17.04.2011
...no i w III lidze


III LIGA
Tym razem podsumowanie weekendowych wydarzeń rozpocznijmy niejako od końca czyli od ligi trzeciej. To, że jest to w Pszczyńskiej Amatorskiej Lidze Piłkarskiej najniższa klasa rozgrywkowa nie oznacza wcale, że mecze tu rozgrywane są nudne. Mogli się o tym przekonać widzowie pojedynku Warriors kontra Wrona. Był to naprawdę dobry, ciekawy i zacięty mecz od pierwszych do ostatnich minut. Mimo, że pierwszą groźna akcję miała drużyna Warriorsów (po rzucie z autu Laszczak uderzał głową minimalnie niecelnie) to początkowo górą była ekipa Wrony, która prezentowała dużo lepszą skuteczność. Już w drugiej minucie wzdłuż bramki z prawej strony zagrywał Rosner, lotu piłki co prawda nikt nie przeciął, nagle na długim słupku jak spod ziemi wyrósł Marcin Zakrzewski i umieścił piłkę po ziemi w bramce. Cztery minuty później był już 2:0. Piłkę zbyt krótko wybił Ryba, Król zagrał do Adriana Rosnera a ten nie miał kłopotów z pokonaniem Kaczmarczyka. Wrona mogła zatem cofnąć się do obrony i szukać swoich szans w szybkich kontrach. Rywale w pierwszych dwudziestu minutach mieli jednak problem z ustawieniem celowników, a kiedy już udawało się trafić w bramkę na przeszkodzie stawał dobrze broniący Rafał Zakrzewski (tak było m.in. w 15 minucie po uderzeniu Ryby po rzucie rożnym). Wrona zaś nękała Warriorsów kontrami. Jedna z nich zakończyła się rzutem rożnym a tu znowu niezbyt precyzyjnie piłkę wybijali obrońcy i Król skopiował akcję z szóstej minuty tyle tylko, że teraz egzekutorem był Marcin Król.
Trzy bramki przewagi i wydawało się, że w meczu tym nic się nie wydarzy. Po przerwie nic nie zapowiadało, że Warriorsi zdołają podjąć jeszcze walkę. Co prawda w 24 minucie Ryba wreszcie znalazł sposób na bramkarza rywali, ale w 33 minucie Mariusz Król spokojnie i precyzyjnie uderzył z linii pola karnego i bramkowa przewaga się utrzymywała. Warriorsi grali jednak do końca i prawdziwy szturm na bramkę Zakrzewskiego przypuścili w ostatnich 5 minutach. Najpierw znakomity strzał oddał Deptuch, ale zmierzającą w okno piłkę na róg zdołał sparować bramkarz. Trzy minuty później pomyliła się jednak defensywa i Laszczak w sytuacji sam na sam wpakował piłkę do siatki. Niespełna 60 sekund przed końcowym gwizdkiem wreszcie trafił Deptuch który uderzył z prawej strony tuż przy długim słupku. Emocjonujące ostatnie sekundy rozstrzygnięcia już nie zmieniły i z trzech punktów mogli radować się piłkarze Wrony.

Warriors Pszczyna - Wrona Produkcja 3:4 (0:3)

Do niespodzianki doszło w starciu Zrywu z Rudołtowicami. Co prawda ostatnia z przedostatnią drużyną mogła wygrać, ale mało kto się spodziewał takiego pogromu. Pierwsza bramka dla ekipy z ulicy Zdrojowej padła w 3 minucie, kiedy to silny strzał z dystansu oddał Jaworski. Pierwszoplanową postacią w ekipie Zrywu tej niedzieli był jednak Grzegorz Kurzydło, który dzielił i rządził w ofensywie. Próbkę swoich umiejętności debiutujący w Zrywie gracz dał już w 6 minucie kiedy to idealnie obsłużył Jaworskiego. Dwie minuty później ponownie w roli asystenta Kurzydło, tyle tylko, że piłkę do "pustaka" wystawiał Ludwiniakowi z prawej strony boiska. W minucie dziewiątej Kurzydło tym razem wystąpił w roli snajpera, a przed przerwą obdłużył jeszcze raz Ludwiniaka tym razem prostopadłą piłką z głębi pola. Po kwadransie gry było już zatem 5:0, a Rudołtowiczanie wyglądali na zupełnie zaskoczonych i z trudem z piłką dochodzili pod pole karne rywali.
Na dobrą sprawę bodaj pierwszy celny strzał udało się oddać na bramkę Ćwiklińskiego w 27 minucie gry, ale Wyrobek uderzył wprost w ręce bramkarza. Rudołtowice swoją niemoc strzelecka przełamali dopiero w 33 minucie a na listę strzelców wpisał się Siuta. Niespełna 60 sekund później do meczowego protokołu trafił kolejny gracz z Rudołtowic - Kurzywa, który "wykorzystał" dogranie Kurzydły i skierował piłkę do własnej bramki. Honor Rudołtowic próbował ratować Siuta, ale i tak ostatnie słowo należało do Zrywu, za sprawą niezwykle skutecznego tego popołudnia Ludwinika, dla którego było to czwarte trafienie w tym meczu.

Zryw Pszczyna - Rudołtowice 9:2 (5:0)

Hitowo zapowiadało się zaś spotkanie liderujących Polandów z Piaskiem United. Swoim poziomem mecz jednak rozczarował. Już w trzeciej minucie pszczyńska drużyna wyszła na prowadzenie za sprawą najlepszego trzecioligowego snajpera Mańki. Wzdłuż linii pola karnego zagrywał Czerwiński, a napastnik Polandow huknął nie do obrony. Piasek próbował co prawda walczyć, ale jego strzały mijały cel lub w ogóle do niego nie dolatywały. W 8 minucie silnie uderzał Bracik, ale na drodze piłki przed linią bramkową stanął Kos. Rywale zaś grali swoje. W 16 minucie rzut wolny przed polem karnym. Piłkę ustawił Mańka i trafił idealnie w dziurę w murze, czym zupełnie zaskoczył Norasa. Dwubramkowa zaliczka sprawiła, że Polandy mogły kontrolować grę. Kiedy się dało to grę się zwalniało, a gdy trzeba było przyśpieszyć to szły szybkie "kontry". Mimo, że to Piasek powinien atakować, chcąc odrobić straty groźniej było pod bramką Norasa. Dwukrotnie zakotłowało się pod bramką po autach. Najpierw Kos przestrzelił z 5 metrów, a na początku drugiej odsłony z woleja uderzał Mańka, ale tuż obok.
Gracze United byli tego popołudnia bezradni. Starali się biegali i... na tym się wszystko kończyło. Najgroźniejsze sytuacje udało się wypracować dopiero w końcowych fragmentach meczu. Pachut przedryblował obrońcę zagrał w pole karne do Bracika a ten... trafił prosto w bramkarza. Podwyższyć wynik mógł w 38 minucie jeszcze Czerwiński, ale trafił w słupek.
W ostatniej akcji meczu honorowe trafienie powinien zaliczyć Pachut, ale po szybkiej kontrze zbyt długo czekał z oddaniem strzału i... został zablokowany.

Polandy Pszczyna - Piasek United 2:0 (2:0)

Pierwszej wiosennej porażki doznała Drużyna Fryzjera. Większych kłopotów z pokonaniem niepokonanych nie miał ConstructoR. Tyska ekipa praktycznie od pierwszych minut dominowała na boisku. Już w pierwszych minutach dwukrotnie z dystansu uderzali tyscy napastnicy ale piłka mijała cel. W odpowiedzi Skupień z linii pola karnego trafił wprost w bramkarza. W 10 minucie świetna interwencja popisał się z kolei Piłot, który wybronił z kłopotami strzał... piętą Mysaka.
Trzy minuty później Wyskocki znalazł się oko w oko z golkiperem fryzjerów i już się nie pomylił. Po kolejnych czterech minutach zbyt wiele swobody przed polem karnym miał Urycht, który spokojnie mógł przymierzyć przy słupku. Tuż przed przerwą ConstructoR zadał trzeci cios. Z autu na długi słupek piłkę wyrzucił Wyskocki, a niepilnowany na piątym metrze Hyrnik spokojnie skierował piłkę do siatki. Ekipa pod wodzą Pali wyglądała na rozbitą. Źle było w ataku jeszcze gorzej w obronie, ciężko się było więc spodziewać, że po przewie coś się zmieni. W23 i 25 minucie Mysak zdobył kolejne dwa gole. Najpierw dobił odpitą przez Piłota piłkę po strzale Paszka, a następnie wykorzystał dobre prostopadłe podanie z połowy boiska Malisaka. Po chwili mogło być już sześć, ale na pustą bramkę nie trafił Warzecha. Stróż tyskiej bramki dał się jednak zaskoczyć w 28 minucie, kiedy Sekta rzucił piłkę z autu na głowę Skupienia, a ten stojąc tyłem do bramki przelobował bramkarza!
W końcowych fragmentach meczu ConstructoR skupiał się już bardziej na pilnowaniu wyniku toteż gra nie była już tak ciekawa. Ostatecznie więc pszczyńska drużyna przegrała czterema bramkami.

Drużyna Fryzjera - ConstructoR Tychy 2:6 (0:3)

PALP: Tak już zostanie? 17.04.2011 - III liga · fot. Andzejek


II LIGA
Sobotnie drugoligowe mecze poprzedziła minuta ciszy dla uczczenia pamięci zmarłego burmistrza Pszczyny Henryka Studzińskiego. Przypomnijmy, że to właśnie podczas kadencji Pana Studzińskiego odbyła się pierwsza edycja Pszczyńskiej Amatorskiej Ligi Piłkarskiej.

Co się dzieje z Zielarzami? Słabsza forma czechowickiej ekipy z pewnością nie zasmuciła ekipy KECHu. W sobotnie popołudnie już po niespełna 200 sekundach gry byliśmy świadkami czterech bramek!!! Już w pierwszej minucie strzał na bramkę oddał Gumiński i choć piłkę złapał bramkarzy rywali to uczynił to już za linią bramkową. Chwilę później szybka wymiana piłek w polu karnym pomiędzy Gumińskim a Jarominem na gola zamienia ten drugi. Jakby tego było mało z dystansu uderzył Kabocik i oddany na bramkę trzeci strzał też trafił do siatki. Zielarze przebudzili się w 4 minucie kiedy to po rzucie rożnym Danela zaskoczył Kimla. Ta bramka wyraźnie wyhamowała zapędy KECHu, który przed przerwą jeszcze tylko raz trafił do meczowego protokołu. Z lewej strony w pole karne zagrał Zemczak do niepilnowanego Gumińskiego i było 4:1.
Po przerwie Zielarze nieco przycisnęli. Najpierw z dystansu strzelał Sroka, a z bliskiej odległości swojego szczęścia szukał Kudłaciak, a następnie znowu Sroka, ale... każdorazowo bramkarz pszczyńskiej ekipy był na posterunku. KECH nie forsował już tempa i starał się pilnować wypracowanej zaliczki. Snajperzy przebudzili się dopiero w końcówce spotkania, kiedy to trafiali kolejno Zemczak, i dwukrotnie Jaromin. Do kuriozalnej sytuacji doszło w 39 minucie. Zmierzającą do bramki piłkę próbował wybijać Kabocik i Zemaczak, a w konsekwencji ten pierwszy nabił drugiego i piłka po raz drugi wylądowała w sieci KECHu. Obaj piłkarze zbyt żywiołowo próbowali sobie wyjaśnić nieporozumienie i w rezultacie obaj ujrzeli czerwone kartki. Do końca pozostawały już jednak sekundy i rywale podwójnego osłabienia pszczynian nie zdołali wykorzystać.

Zielarze - KECH 2:7 (1:4)

Ciekawie było w meczu DN Okna vs. Vein Jankowice. Obie drużyny przed sezonem zapowiadały walkę o awans teraz jednak sytuacja nie wygląda najlepiej. Dlatego też mecze z bezpośrednimi rywalami wygrywać trzeba. Tego popołudnia lepiej rozpoczęli jankowiczanie. Piłkę zagraną z rzutu autowego przyjął Szafron, zagrał na lewo do niepilnowanego Węgrzynka a ten uderzył po krótkim rogu. Chwilę później mogło być już jednak 1:1 ale po szybkiej kontrze Hanczara Górecki uderzył za słabo wprost w bramkarza. O tym jednak, że kontra jest mocną stroną drużyny Okien Vein mógł się przekonać w 15 minucie. Dokładnie po kwadransie biegania w przeciągu kilkudziesięciu sekund dwa szybkie ataki na gole zamienili Piotr I Grzegorz Niemiec. Team z Rudołtowic dowiózł prowadzenie do przerwy ale po zmianie stron w 23 minucie mecz zaczynał się od nowa. Oto bowiem w polu karnym ręką zagrał Górecki, a rywale z karnego skorzystali. Vein szybko poszedł za ciosem i w 27 minucie był już na prowadzeniu. Tym razem z dystansu uderzył Szafron, a "wyplutą" przez bramkarza piłkę z dwóch metrów dobił Nycz. Golkiper Okien świetnie zachował się za to w 32 minucie kiedy to wybronił sytuację dwa na jeden, broniąc z bliskiej odległości strzały Nycza i Kozuba. Jego ofiarna interwencja na niewiele się jednak zadała. W 36 minucie fatalnie pomylił się bowiem Komraus i Węgrzynek strzela gola numer cztery. Końcówka meczu należała co prawda do ekipy Kobylanki, ale najpierw strzał Niemca a następnie dobitkę kapitana drużyny wybronił Pieczka, a w ostatniej akcji meczu Górecki z pięciu metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Tak więc po końcowym gwizdku bardziej zadowolony był Vein.

DN Okna Rudołtowice - Vein Jankowice 2:4 (2:1)

Formy z jesieni wciąż szuka ekipa Kilersów. W starciu z ekipą Relaksu ciężko było liczyć na przełamanie fatalnej passy, ale z drugiej strony zła karta w końcu musi się kiedyś odwrócić. Już pierwsze minuty meczu pokazały jednak, że w tym meczu raczej się to nie stanie. Relaks od pierwszego gwizdka narzucił swój styl gry. W trzeciej minucie Kędzior zagrał do Błąkały wzdłuż linii bramkowej a ten musiał już tylko dołożyć nogę aby otworzyć wynik meczu. Po chwili asystent z pierwszej akcji sam był egzekutorem. Bramka numer trzy i cztery była zaś dziełem Witczaka. W pierwszej odsłonie Kilersi rzadko gościli na połowie rywali, a gdy to czynili były to zwykle szybkie kontrataki. Szanse bramkowe miał Parma, ale w decydującym momencie źle trafił w piłkę, Musioł z głowy trafił zaś w bramkarza, a Kałamała w sytuacji sam na sam został sfaulowany przez bramkarza. Na przerwę Kilersi schodzili więc z bagażem pięciu goli.
Po zmianie bramek Relaks starał się utrzymywać własny rytm gry. W 23 minucie hattrika miał już Witczak po tym jak trzy szybkie podania w polu karnym wymienił z Błąkałą. Kilersi w drugich dwudziestu minutach zagrali jednak nieco lepiej czego efektem były też strzelone bramki. Pierwsza padła po błędzie obrony kiedy to Duda zagrał przed własną bramkę a tam czekał już na piłkę Kałamała. Kolejna była dziełem Sokołowskiego, który wykorzystał dogranie Parmy, a ostatnią bramkę zdobył Musioł po ładnej zespołowej akcji. Nie oznacza to wcale, że Kilersi zbliżyli się do rywali. Ci po przerwie bowiem też strzelali. Do wspomnianej wcześniej bramki Witczaka, trzecią bramkę dołożył też Kędzior oraz Duda i drugie dwadzieścia minut zakończyło się remisem zaś cały mecz 8:3 wygrał team Relaksu.

Kilers - Relaks Katon Pub 3:8 (0:5)

Do końcowego gwizdka o trzy punkty musiał walczyć z kolei ekipa Enigmy. Wicelider ligowej tabeli z kompletem punktów podejmował team z Piasku i mało kto przypuszczał, że K.W.CH. postawi tak trudne warunki faworytom zza Wisły. Początek dość spokojny, a mecz rozkręcił się dopiero po 10 minutach. Dokładnie w 12 z lewej strony w środek pola karnego zagrał Siemieniec, a tam na piłkę czekał już Budny i było 1:0. Po chwili mogło być już 2:0 ale szczęśliwie piłkę odbił Gruszka w taki sposób, że ta wylądowała na poprzeczce. Po kwadransie padło jednak wyrównanie. Rzut wolny w 15 metrów wykonywał Śniegoń uderzył silnie a piłkę po drodze podbił jeszcze Kacewicz i K.W.CH. mogło wznieść ręce w geście tryumfu. Tyle tylko ze kilkadziesiąt sekund później swoje umiejętności znowu pokazał Budny, który wykorzystał dogranie Drozdka. Do przerwy Enigma była zatem minimalnie lepsza od rywali. Zmiana bramek wpłynęła negatywnie na obie drużyny. Co prawda i jedni i drudzy próbowali atakować, ale gdzieś wyraźnie zagubili skuteczność. Im bliżej trwał też mecz tym bardziej wyniku pilnował team z Czechowic. W końcówce meczu K.W.CH. przycisnął nieco mocniej i miał szansę na sprawienie niespodzianki, ale w decydujących momentach Bednarkowi i spółce zabrakło jednak precyzji. Tak więc wynik z pierwszej odsłony się utrzymał i kolejne trzy punkty dopisali do swojego dorobku czechowiczanie.

Enigma Czechowice - K.W.CH. 2:1 (2:1)

Bardzo łatwo z kolejna przeszkodą w drodze do pierwszej ligi poradziła sobie drużyna Orłów. Już w pierwszej akcji meczu Ryguła przedarł się z lewej strony i nie dał szans Hofmanowi. W trzeciej minucie można było mieć jeszcze nadzieję, że nie będzie to jednostronny pojedynek bowiem z dystansu trafił Stokłosa. {o kwadransie jednak nie było już wątpliwości, gdyż Orły prowadziły i to 5:1. Mądra gra piłką skutecznie zniechęcała rywali do biegania. W 5 minucie w słupek uderzył Komander, a piłkę dobił Pękała, w 8 znakomita trójkowa akcję w polu karnym wykończył Kajstura. Kolejne gole też były efektem kombinacyjnej gry. Co ciekawe był to najniższy wymiar kary, bowiem m.in. w 16 minucie bliski zdobycia bramki kolejki był Czorny, ale jego uderzenie z woleja z połowy boiska zatrzymało się na spojeniu, w 19 minucie zaś w poprzeczkę z pięciu metrów trafił Pękała.
Drugą odsłonę lepiej rozpoczęli gracze Termexu. Rajd Świerkota zatrzymał się co prawda na słupku, ale Szmuk był blisko i pokonał Karawieczka po raz drugi. W tej części gry ekipa Orłów nie forsowała już jednak tempa. Dała się wyszaleć rywalom a w ostatnich 10 minutach dołożyła do swojego dorobku jeszcze trzy trafienia. Tak więc w ostatecznym rozrachunku pomarańczowo-biali doznali najwyższej wiosną porażki i walka o powrót do pierwszej ligi zaczyna się oddalać.

Termex - Orły Mirosława K. 2:9 (1:6)

Na mecz z ekipą Elwo spóźnił się nominalny bramkarz Brygady Kryzys Kania. Z konieczności między słupkami stanął zatem Wieczorek. Początkowe minuty upływały więc na defensywnej grze kryzysowej ekipy. Elwo atakowało ale bez większej determinacji i wydawało się, że nie wykorzysta braku podstawowego bramkarza. W końcu jednak Kotas pokazał, że wciąż jest groźnym napastnikiem i wykończył podanie Kościelnego z autu. Kiedy jednak do bramki stanął wreszcie Kania Brygada Kryzys rzuciła większe siły do ataku. Tym bardziej, że teraz trzeba było gonić wynik. Sposób na piłkarzy z fabryki elektrofiltrów udało się wreszcie znaleźć po kwadransie gry. Prostopadłą piłkę z własnej połowy zagrał Chamielec a w sytuacji sam na sam Jarczok się nie pomylił. Chwilę później strzelec pierwszej bramki uderzył bezpośrednio z rzutu wolnego i było 2:1. Nie minęło nawet 60 sekund a padła trzecia bramka. W drugiej odsłonie Brygada nie zwalniała tempa. W 22 mincuie z dystansu wynik podwyższył Krzystolik. Elwo nie miało zupełnie pomysłu na grę, zaś rywale z każdą chwilą grali lepiej. Nie minęło zatem nawet 30 minut gry a team pod wodzą Jarczoka prowadził już pięcioma bramkami. Najpierw hattricka skompletował sam kapitan, a nastepnie wynik podwyższył Witański. Nie oznacza to jednak, że Elwo nie miało też swoich szans. Owszem miało, ale brak wykończenia spowodował, że rywale uciekali. Przełamanie nadeszło dopiero w 39 minucie kiedy to kontrę Kościelny - Kotas wykończył ładnym uderzeniem pod poprzeczkę ten drugi. Ostatnie słowo należało jednak do Brygady a konkretnie do Kędziora, który przedarł się lewą strona i posłał piłkę do twierdzy Kempnego po raz siódmy. Tak więc Brygada pewnie pokonała ekipę Elwo.

Brygada Kryzys - Elwo Pszczyna 7:2 (3:1)

PALP: Tak już zostanie? 16.04.2011 - II liga · fot. Andzejek


I LIGA
Pierwszoligowe gry tym razem rozbite zostały na dwa dni. Kolejka XIX rozpoczęła się już... przed tygodniem w środowy wieczór, kiedy to na prośbę FC Profi M-Tec odbyło się spotkanie z POSiRem. Faworyt? Profi M-Tec, ale ekipa gospodarzy nie zamierzała się poddawać bez walki. Co więcej tym razem to POSiR zaskoczył wicemistrzowską drużynę. Już w pierwszej minucie meczu idealne krosowe podanie z własnej połowy wykonał Furtok. Niepilnowany na lewej stronie Leśniewski przyjął piłkę i w sytuacji sam na sam pewnie posłał piłkę między nogami baramkarza. To wyraźnie dodało wiary piłkarzom sportowego ośrodka. Profi jednak dość szybko się otrząsnęło. W szóstej minucie kabała zagrał prostopadłą piłkę do Gazdy ten uderzył w poprzeczkę ale do piłki dopadł Poczkajski i z 2 metrów głową wyrównał. Wymiana ciosów trwała jednak dalej. W 10 minucie POSiR znowu prowadził. W polu karnym faulowany był Bałuch i sam pokrzywdzony pewnym strzałem wymierzył sprawiedliwość. Piłkarze z osiedla Powstańców Śląskich nie rozgrywali najlepszych zawodów, ale mimo to od czasu do czasu siali popłoch w defensywie rywala. W 12 minucie w świetnym stylu groźnie uderzenie Gazdy wybronił Rakowski. Jednak dwie minuty później był już bez szans. Przed polem karnym zbyt wiele miejsce miał Jarząbek, który uderzył z lewej nogi precyzyjnie po długim rogu tuż przy słupku. Do przerwy było więc remisowo.
W drugiej odsłonie pierwszy strzał oddał POSiR, ale Furtok z dystansu się pomylił. W odpowiedzi z wolnego uderzał Gazda, ale prosto w Rakowskiego. Swoich sił próbował też Stuglik i z 5 metrów Kabała, ale bramkarz POSiRu nie dał się zaskoczyć. W 29 minucie jednak nie miał wiele do powiedzenia. Po rzucie rożnym piłka trafiła pod nogi Jarząbka, a ten wepchnął ją do bramki. Radość Profi nie trwała jednak długo. Tuż po wznowieniu gry ze środka uderzył Bałuch, czym zupełnie zaskoczył Kanię i znowu było remisowo. Choć do końca pozostawało jeszcze kilka minut to żadna z drużyn nie zdołała już wpisać się do meczowego protokołu. Dość nieoczekiwanie padł więc remis.

POSiR Pszczyna - FC Profi M-Tec 3:3 (2:2)

Już w niedzielne południe ekipę Cadi-Caru postraszyli z kolei gracze Żubrów. Oba zespoły są w jakże odmiennej sytuacji. Samochodziarze walczą o najwyższe cele i obronę mistrzowskiego tytułu, rywale chcą się utrzymać. Nic więc dziwnego, że i jedni i drudzy punktować chcą w każdym meczu. Tym razem wyjątkowo dobrze od pierwszych minut spisywała się drużyna Żubrów. Na boisku nie było widać, że jednych od drugich dzieli różnica dziewięciu miejsc i aż 26 punktów. W 8 minucie lewą stroną defensorom uciekł Janosz uderzył silnie i choć jego strzał nogami wybronił stojący w pierwszej odsłonie w twierdzy CC Paszek to wobec dobitki Wiery był bezradny. Nie minęło jednak nawet 60 sekund a wszystko zaczynało się od nowa. W uliczkę Grygiera wypuścił Chrapkiewicz, a napastnik z Podstarzyńca nie zwykł marnować takich okazji. Niezwykle żywy mecz w pierwszym kwadransie przyniósł jeszcze jedną bramkę. Z szybką kontrą wyszedł Wiera zagrał do Chrapkiewicza, a ten będąc sam na sam z bramkarzem ponownie wyprowadził Żubry na prowadzenie. Z czasem jednak Cadi-Car zaczął chwytać właściwy rytm gry. Chwilę później bliski szczęścia był Dudziak, ale zmierzającą do bramki piłkę z linii wybił Ochman. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak minuta 18. Wówczas podanie od własnego obrońcy pod noga niefortunnie przepuścił Piontek, ale toczącą się do siatki piłkę zdołał wybić jeszcze wślizgiem. Piłka z pewnością przekroczyła linię ale zdaniem sędziego nie całym obwodem. Do przerwy zatem Żubry niespodziewanie prowadziły.
Co nie udało się przed przerwą samochodziarzom powiodło się po zmianie stron. Nie minęło bowiem nawet pięć minut a zmobilizowani gracze CC byli już na prowadzeniu. Najpierw z narożnika pola karnego po długim słupku uderzył Chrapkiewicz, a kilkadziesiąt sekund później z przejętą na środku boiska piłką popędził Dudziak i będąc oko w oko z Piontkiem nie zmarnował szansy. Żubry z pewnością jeszcze liczyły, że uda im się odrobić stratę, ale po meczu było praktycznie w 29 minucie. Dobrze rozegrany rzut rożny na gola zamienił Tendera. Do końca samochodziarze pilnowali już wyniku, a Żubry nie były w stanie już nic zrobić.

Żubry - Cadi-Car 2:4 (2:1)

Mecz z ZRB-Szybkie Banany lepiej dla ekipy Sew-Metu zacząć się chyba nie mógł. Już w pierwszej minucie pomyliła się defensywa bananowej ekipy i Szczotka uderzając z prawej strony z ostrego konta dał prowadzenie ekipie z Piasku. Druga bramka padła 180 sekund później. W pole karne zagrał Kuźnik, tu mimo asysty dwóch obrońców strzał zdołał oddać Kurius. ZRB w pierwszej odsłonie grali źle. Drużyna zupełnie nie weszła w mecz. Nie może więc dziwić, że rywalom grało się wyjątkowo łatwo. W 12 minucie dobra zespołowa akcja i tym razem Kuricus rewanżuje się Kuźnikowi wystawiając mu piłkę. Jeszcze przed przerwą Sew-Met mógł pogrążyć rywali, ale strzał Kurciusa z dystansu trafił w poprzeczkę. Wydawało się jednak, że tak grający zespół Cygana nie ma szans w konfrontacji z piaskowianami. Wszystko zmieniło się jednak po przerwie.
Nadzieje w bananowe serca wlał Złotek zdobywając bramkę w 25 minucie. Po chwili w słupek trafił Cygan, co powinno być kolejnym ostrzeżeniem dla rywali. Szóstka ZRB rozkręcała się z każdą minutą. I po półgodzinie gry miała już kontakt z rywalami! Z narożnika pola karnego po krótkim słupku uderzył Jurczyk czym zaskoczył bramkarza. Bogucki błysnął za to w 35 minucie kiedy to uderzał Złotek, a zmierzającą w okno piłkę na róg wybił bramkarz Sew-Metu. Emocje trwały więc do ostatniego gwizdka, ale zwycięzca się już nie zmienił.

ZRB-Szybkie Banany - Sew-Met 2:3 (0:3)

Najwięcej pierwszoligowych goli mogliśmy minionego weekendu oglądać w meczu Gunnersów z Undergrasosexoholicami. Dla broniących się przed spadkiem graczy pod wodzą Biegiera, każdy mecz ma duże znacznie. Tym razem mimo licznej kadry nie udało się jednak najlepiej wejść w mecz. Undergraso nie gra pod presją i od razu widać to na boisku. Grająca na luzie ekipa Sęka przede wszystkim umiała wykorzystać błędy jakie przytrafiały się rywalom. Już w 6 minucie niepewną postawę defensorów na gola zamienił Matera. Dwie minuty później napastnik Undergrasosexoholiców wygrał pojedynek z Krzystolikiem (bramkarzem rywali), który wybrał się z piłką niemal do linii środkowej boiska i było 2:0. Po chwili silne uderzenie Piętki zatrzymało się na poprzeczce. Na domiar złego z kontuzją boisko opuścił Biegier. Na szczęście przebudził się Paliczka, który wykorzystał dalekie zagranie Krzystolika i w sytuacji sam na sam zdobył bramkę. Artylerzyści zbyt szybko chcieli jednak odrobić straty zupełnie zapominając o obronie. Fakt ten wykorzystał po raz trzeci tego dnia Matera, który w 17 minucie w sytuacji sam na sam założył Larsowi siatkę.
Po przerwie padło jeszcze dwa razy więcej bramek. Najpierw prowadzenie podwyższył Piątka, który z bliskiej odległości dobił wybroniony strzał Matery. Wydawało się, że Gunnersi się już nie podniosą a jednak... wystarczyło 120 sekund aby z wyniku 1:4 zrobiło się 3:4 i... ponownie nie popisał się bramkarz, który najwyraźniej nie wyciągnął wniosków z pierwszej odsłony i ponownie stracił piłkę na linii środkowej boiska. 11 minut przed końcem meczu sytuacja Gunnersów znowu była dramatyczna. Mimo to ostatnie minuty były bardzo emocjonujące. W 34 minucie po dośrodkowaniu Paliczki piłka trafiła jeszcze w słupek, ale kilkadziesiąt sekund później Kordoń się już nie pomylił. Na dogonienie rywali zabrakło jednak czasu. Co prawda jeszcze raz Paliczka zdołał umieścić piłkę w siatce ale uczynił to w ostatnich sekundach gry.

Gunners Biegier - Undergrasosexoholics 5:6 (1:3)

Do sporej niespodzianki doszło w spotkaniu Japi-Budu z OKSem Poligon. Zdecydowanym faworytem była ekipa Dudy, która cały czas liczy jeszcze na medal. Swoją wyższość trzeba jednak udowodnić jeszcze na boisku. A tu niespodziewanie od pierwszego gwizdka zaatakowali piłkarze z osiedla Powstańców Śląskich. W drugiej minucie swoje nieprzeciętne umiejętności zaprezentował Wiktorczyk, który w polu karnym przedryblował trzech obrońców, bramkarza i... otworzył wynik meczu. Ten gol wyraźnie pobudził budowlaną ekipę, która już w następnej akcji zdołała wyrównać za sprawą Zdunka. Wszystko pomału wracało do równowagi czego efektem był... słupek Dziadka.
W 10 minucie ekipa Japi-Budu musiała przełknąć jednak kolejna gorzka pigułkę. Piłkę stracił Wiera i w sytuacji sam na sam Wanot wyprowadził OKS na prowadzenie. Strzelanie bramek piłkarzowi z Poligonu najwyraźniej się spodobało, gdyż trzy minuty później ponownie wpisał się na listę strzelców. Piaskowanie byli tak zaskoczeni, że pozwalali rywalom naprawdę na wiele. Nic więc dziwnego, że jeszcze przed przerwą Ryguła trafił w słupek.
Budowlańcy ostro do pracy wzięli się dopiero po przerwie. Pierwszy groźny strzał oddał Zdunek ale Ogierman był na posterunku. W odpowiedzi szansę na podwyższenie wyniku zmarnował po szybkiej kontrze OKS. W ostatnich 10 minutach Japi-Bud postawił już wszystko na jedną kartę. Nadzieje odżyły na dobre w 33 minucie kiedy to rzut karny na gola zamienił Zdunek (faul Ogiermana). Wtedy team z Piasku jeszcze bardziej podkręcił tempo. Dwukrotnie obroną ręką z opresji wychodził Ogierman po uderzeniach Zdunka, ale w 38 minucie po szybkiej kontrze był bez szans. Japi-Bud punktem się nie zadowalał i wciąż atakował i... wykorzystali to rywale. W jednaj z ostatnich akcji meczu zdołali przeprowadzić szybka kontrę 3x1 i Bałuch wyłożył piłkę do pustej bramki Wiktorczykowi. OKS zdobył zatem cenne trzy punkty i odskoczył od strefy spadkowej.

Japi-Bud - OKS Poligon 3:4 (1:3)

Starcie na szczycie bez większych emocji. Mecz wicelidera z trzecim w tabeli zespołem Ełki był świetną okazją do zmniejszenia dystansu do lidera (który zdobył tylko punkt w środowym meczu z POSiRem). Szansę miała jednak tylko jedna drużyna. Początkowo obie ekipy nieco przyczajone i ostrożne aby nie popełnić błędu. Na pierwszy atak zdecydowali się gracze z Osiedla Daszyńskiego. W piątej minucie Bienioszek znalazł się w sytuacji sam na sam z Lewandowskim i ze swojej szansy skorzystał. Ełka nie zdołała się otrząsnąć ze straty pierwszej bramki a przegrywała już 2:0. Oto bowiem na indywidualną akcję zdecydował się Miczek. Minął obrońcę, bramkarza i wpakował piłkę do sieci. Ełka Team w pierwszych minutach grała słabo, ba w pierwszych 20 minutach praktycznie bezrobotny był Kościelny. Z pewnością jednak Team liczył, że po przerwie uda się odwrócić złą kartę. Tyle tylko, że inne plany mieli rywale. Już w pierwszej akcji po zmianie bramek piłkę w środku boiska przejął Bienioszek i popędził samotnie na bramkę Lewandowskiego, a chwilę później bramkarz wyciągał ją z siatki po raz trzeci. Jakub poczuł się chyba zbyt pewnie i pozwolił przywrócić nadzieję rywalom. Prawą strona przedarł się bowiem Krawczyk i zagrał na piąty metr do Majewskiego a ten niepilnowany spokojnie umieścił piłkę w pustej bramce. To zachęciło Ełkę do bardziej otwartej gry a Jakub... zaczął groźnie kontrować. W 28 minucie akcje dalekim podaniem rozpoczął Kościelny a w polu karnym w trójkącie piłkę rozegrali Bienioszek, Banet i Jarczok, ale ten ostatni pośpieszył się ze strzałem i nie trafił do celu. Jeszcze gorzej spudłował jednak Bienioszek w 30 minucie, kiedy to otrzymał piłkę na piąty metr i stojąc przed pusta bramką przeniósł futbolówkę wysoko nad poprzeczką. Po chwili jednak napastnik Jakuba się zrehabilitował kiedy silnym strzałem po ziemi w długi róg przywrócił trzybramkowe prowadzenie. Ostatnia bramka była dziełem Ełki, a sytuacje sam na sam wykorzystał Olejniczak, ale losów meczu ten gol nie mógł już zmienić. ATS zasłużenie wygrał zatem w starciu na szczycie i zmniejszył dystans do lidera do dwóch punktów.

Ełka Team - ATS Jakub 2:4 (0:2)

Mieszko bez większych kłopotów poradził sobie z kolei ze słabymi Poligonersami. Początek ułożył się po myśli piłkarzy z osiedla Piastów, którzy w siódmej minucie objęli prowadzenie. Wysokim lobem piłkę w polu karnym przerzucił Czarnynoga, Gruszka przyjął ją na klatkę i spokojnie uderzył obok Krawczyka. Odmłodzona drużyna Poligonesów starała się walczyć i przyznać trzeba, że w pierwszych dwudziestu minutach grała całkiem dobrze. W 10 minucie świetna sytuację zmarnował Zemlak, który po będzie defensorów znalazł się w sam przed Szczęśniakiem, ale posłał piłkę obok bramki. Dwie minuty później fantastyczną bramkę zdobył z kolei Przybyła. Napastnik drużyny z Osiedla Powstańców Śląskich nieatakowany przez nikogo uderzył na bramkę niemal z linii środkowej boiska, nadając przy tym piłce takiej rotacji, że ta wpadła w samo okno odbijając się po drodze jeszcze od słupka. Gol ten wyraźnie dodał wiary Poligonersom. Mimo to jeszcze przed przerwą gola mógł zdobyć Czarnynoga, ale piłka po jego uderzeniu z pola karnego zatrzymała się na poprzeczce.
Jak się strzela bramki swoim kolegom pokazał trzy minuty po przerwie Słabaszewki, który z linii pola karnego uderzył idealnie pod poprzeczkę. Po chwili z lewej strony po ziemi w długi róg piłkę do siatki posłał Pasternak i książęcy mogli spokojnie kontrolować mecz. Poligonersi byli już rozbici. Nic więc dziwnego, że coraz częściej gorąco było w ich polu karnym. W 28 minucie świetnej szansy nie wykorzystał Pasternak, który otrzymał podanie od Maszudzinskiego na drugi metr i trafił prosto w bramkarza. Pięć minut później równie dobrą okazje zmarnował Ogorzały, który z pięciu metrów przeniósł piłkę ponad bramką.
Szóstka z Poligonu widząc niemoc w ataku rywali sama jednak ruszyła do przodu i w 35 minucie zakotłowało się pod twierdzą Szczęśniaka, a bliski zdobycia kontaktowej bramki był Jany. Poligonersi szansę na punkty ostatecznie stracili 120 sekund przed końcowym gwizdkiem kiedy trafił Czarnynoga, a wszystko zakończył Słabaszewski.

Poligoners - Mieszko 1:5 (1:1)

PALP: Tak już zostanie? 13 i 17.04.2011 - I liga · fot. Andzejek


Tyle o weekendowych ligowych grach. Kolejne dopiero w świąteczny poniedziałek. Zanim jednak zasiądziemy przy wielkanocnym śniadaniu spotkamy się jeszcze raz na boisku. W czwartek poznamy pierwszych osiem drużyn, które awansują do 1/8 Pucharowych rozgrywek. Mecz rozpoczną się na boisku Piast od godziny 18:00. Zapraszamy.

Przypominamy wszystkim także o możliwości dołączenia do zabawy w typowanie ligowych spotkań: typer liga I, typer liga II, typer liga III.
Na najlepiej typujących na koniec sezonu czekają upominki.

Na stronie internetowej Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji www.posir.pszczyna.pl działa ligowy serwis Pszczyńskiej Amatorskiej Ligi Piłkarskiej. Tutaj znajdziesz na bieżąco aktualizowane wyniki, tabele, statystyki ligowe oraz aktualne składy wszystkich ligowych drużyn.

POSiR Pszczyna, UKS Centrum Pszczyna

Reklama - baner pod artykułem

Reklama - link rotacyjny

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.

POSiR

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "POSiR" podaj