pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie

Reklama

Sport

  • 4 kwietnia 2011
  • wyświetleń: 4856

PALP: Wszystko możliwe ale...

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "POSiR" podaj

Po weekendowych grach wszystko wskazuje na to, że niezwykle wyrównana walka toczyć się będzie w trzeciej lidze. W lidze drugiej doszło do starcia czterech kandydatów do awansu, zaś na najwyższym szczeblu rozgrywkowym solidarne wygrane czołówki i strata punktów grupy pościgowej.

PALP 02-03.04.2011 - I liga
Tak walczą liderzy FC Profi M-Tec w I lidze...


PALP 02-03.04.2011 - II liga
...liderujące Orły w lidze II...


PALP 02-03.04.2011 - III liga
...oraz Piasek United w III lidze


III LIGA

Nudny początek
Nie tak miał wyglądać inauguracyjny mecz weekendowych gier na boisku przy hali POSiRu. Trzecioligowe starcie Zrywu z Piaskiem United wielkich emocji nie przyniosło. Z boiska wiało nudą i panował ogromny chaos. W tych warunkach początkowo lepiej czuli się piłkarze z Piasku, którzy mieli optyczna przewagę. Zryw ograniczał się do gry z kontry i dalekich podań, które praktycznie nic dobrego nie przyniosły. Wydawało się, że sytuację może zmienić bramka. Ta w końcu padała w 17 minucie. Wreszcie dobra akcja, rozegrana w szybkim tempie. Podanie kilku piłek bez przyjęcia i Czmajduch z pięciu metrów nie miał problemów z pokonaniem bramkarza rywali.
Po zmianie stron sytuacja wyraźnie się zmieniła. Podziałała najwyraźniej reprymenda, której w przerwie udzielił swoim piłkarzom Marek Szklorz, bowiem w drugiej odsłonie Zryw śmielej ruszył do przodu. Akcje te jednak dalekie były od ideału. Kilka razy zakotłowało się co prawda pod twierdzą Norasa, ale brakowało zawodnika, który skierowałby piłkę do siatki. Teraz to Piasek bardziej pilnował jednobramkowej zaliczki i próbował swoich sił w szybkiej kontrze, jednak bez większego powodzenia. Z kolei napastnikom Zrywu wyraźnie brakowało zdecydowania i stojąc nawet pięć metrów przed bramkarzem "bali się" uderzyć na bramkę. Nic więc dziwnego, że najbliższy celu był Patryk Sojka, kapitan pszczyńskiej ekipy, którego strzał z dystansu z 35 minuty minął cel o centymetry. Im bliżej końcowego gwizdka, tym gra była szybsza ale... nie koniecznie dokładniejsza. Nic więc dziwnego, że ostatecznie po nie najlepszym meczu Piasek United pokonał Zryw tylko jedną bramką.

Zryw Pszczyna - Piasek United 0:1 (0:1)

Zrywu nie było
Szansę na rehabilitację pszczyńska ekipa miała już 24 godziny później. Wówczas to wybiegła na mecz z Wroną. Także i tym razem jednak Zryw nie zagrał najlepiej. Bramkowe otwarcie Wrony już w drugiej minucie, kiedy to obrońcom prawą strona boiska uciekł Skwarek i uderzył po długim rogu nie do obrony sprawiło, że piłkarze Zrywu schowali się za podwójną gardą. Toteż utrudniło dalszą grę piłkarzom pod wodzą Bogdana Małka. Nic więc dziwnego, że przez pozostałą część pierwszej odsłony oglądaliśmy bicie głową w mur Wrony. Przełamanie nadeszło dopiero w 17 minucie kiedy to po raz drugi defensorzy nie upilnowali Skwarka. Ten dostał idealne podanie z autu i głową zaskoczył nie najlepiej ustawionego Ćwiklińskiego. Wydawało się zatem, że Wrona mecz ma pod kontrolą aż tu... kilka chwil po zmianie stron Jaworki zdobył bramkę kontaktową. Od tego czasu mecz się nieco ożywił. Zryw zaczął odważniej atakować i...więcej miejsca mieli rywale. W 25 minucie padł gol numer trzy. Prawą strona boiska popędził Rosner i wyłożył piłkę ustawionemu na piątym metrze Królowi, a ten nie mógł nie trafić. Wrona poszła za ciosem i 120 sekund później z dystansu uderzył Zakrzewski a zasłonięty Ganiuszkin nie miał szans na skuteczną interwencję. Zryw jednak się nie poddawał i w 30 minucie na listę strzelców po dobrze rozegranym rzucie rożnym pisał się Sienkiewicz. To zachęciło ekipę z ulicy Zdrojowej do zdecydowanych ataków. Swoich sił próbował głową Ludwiniak oraz strzałem z dystansu Jaworki, ale Małek dobrze się spisał i chyba odebrał nadzieję na dogonienie Wrony. W końcówce meczu hat-tricka dorobił się jeszcze Skwarek, a wszystko zakończył Zakrzewski i zespół Małka mógł się cieszyć z wygranej.

Wrona Produkcja - Zryw Pszczyna 6:2 (2:0)

Zaskoczenie?
Do niespodzianki doszło w starciu ConstructoRa z Warriorsami. Faworyzowana ekipa z Tychów zaczęła swój mecz jednak dobrze - niejako zgodnie z planem. Już w 3 minucie na listę strzelców wpisał się Malisak. Pszczyńska piątka szybko próbowała odrobić straty, ale grała niedokładnie i chaotycznie. Nic więc dziwnego, że po kwadransie gry to ContructoR był już na dwubramkowym prowadzeniu. Bramkę na 2:0 zdobył na raty Mysak. Pierwsze uderzenie zatrzymało się na słupku, ale dobitka trafiła już do sieci Kaczmarczyka. Wydawało się, że Warriorsi się już nie podniosą. Wtedy błysnął jednak Deptuch. Najpierw wykorzystał świetne podanie Kaczmarczyka uciekł lewą stroną boiska defensorom i w sytuacji sam na sam uderzeniem w krótki róg nie dal szans Łąckiemu. Nie minęło nawet 60 sekund a był już remis. Tym razem piłkę w środku pola przechwycił Olsza i przekazał ją Deptuchowi a ten skopiował swój wyczyn sprzed kilkudziesięciu sekund. O dziwo wyrównująca bramka podziałała deprymująco na tyszan. Od teraz mecz był już zdecydowanie bardziej wyrównany. Prawdziwy szok tyska drużyna musiała przeżyć po przerwie, kiedy samotny rajd Laszczaka zakończył się golem numer trzy. Dopiero od tego momentu ConstructoR ruszył do odrabiania strat. Teraz jednak gra nie układała się już tak dobrze jak w pierwszym kwadransie i z trudem udawało się dochodzić do pozycji strzeleckich. Najlepszą okazję w 34 minucie miał Paszek ale piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek. Warriorsi w ostatnich minutach starali się pilnować wyniku i szanowali piłkę, i dzięki temu dowieźli skromne prowadzenie do końcowego gwizdka.

ConstructoR Tychy - Warriors Pszczyna 2:3 (2:2)

Samotny lider
Po niezłym debiucie przed tygodniem Rudołtowice liczyły na udany występ w drugim spotkaniu. Piasek zaś po nie najlepszym sobotnim meczy ze Zrywem chciał zatrzeć niekorzystne wrażenie. Nic więc dziwnego, że od początku byliśmy świadkami niezłego widowiska. Już w pierwszej akcji meczu zza pola karnego uderzył Michulec i nieco spóźniony z interwencją Wyrobek musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Strzelec bramki nie popisał się jednak w 8 minucie, kiedy to stracił piłkę tuż przed własnym polem karnym i w sytuacji sam na sam Szczyrbowski nie miał problemów z pokonaniem Norasa. Dobry otwarty mecz toczył się w najlepsze. W końcu górą wzięło jednak nieco większe ogranie Piasku United, który ma już za sobą całą rundę. W ostatnich fragmentach pierwszej odsłony team Norasa odskoczył na dwa gole. Najpierw z dystansu uderzył Wegner, a chwilę później Piekarski dograł do Skawińskiego, który z pięciu metrów głową skierował piłkę do bramki obok zaskoczonego Wyrobka. Jeśli beniaminek z Rudołtowic jeszcze na coś liczył po przerwie, to szybko został sprowadzony na ziemię. Na bramkę z narożnika pola karnego uderzał Michulec, ale uczynił to tak niedokładnie a jedocześnie na tyle precyzyjnie, że piłkę z bliskiej odległości do bramki wpakował Czmajduch. Od tego czasu Piasek oddał pole gry rywalom, którzy to częściej są w ataku. W defensywie rządzi i dzieli jednak Pawlak, który jest praktycznie nie do przejścia rozgrywając bodaj najlepsze swoje spotkanie w lidze. Nic więc dziwnego, że większość akcji rudołtowiczan kończy się w zalążku. W 35 i 36 minucie meczu kolejne trafienia zaliczają zaś piłkarze United. Co prawda ostatnia bramka jest dziełem Szczyrbowskiego (indywidualna akcja po rzucie wolnym) ale w żaden sposób nie mogło to już wpłynąć na ostateczne rozstrzygnięcie. Piasek wygrywa zatem drugi ligowy mecz i zostaje... liderem III ligi.

Rudołtowice - Piasek United 2:6 (1:3)

Stabilna forma
Na zakończenie piłkarskiego weekendu potyczka Polandów z Fryzjerami. Zespół Mariusza Pali w dotychczasowych trzech starciach z ekipą z osiedla Piastów trzykrotnie wygrywał. Tym razem to jednak Polandy od pierwszego gwizdka przejęły inicjatywę gry. Już w pierwszej minucie świetnie na bramkę Piłota uderzył obecny lider trzecioligowych strzelców Mańka i było 1:0. Drużyna Fryzjera nie zraziła się jednak szybką stratą bramki i w czwartej minucie wszystko zaczynało się od nowa. Daleki wyrzut z autu Sekty trafił na głowę Skupienia a ten posłał piłkę nad desperacko interweniującym Gottmanem. O tym, że Polandy też potrafią strzelać gole po stałych fragmentach gry przekonaliśmy się już cztery minuty później. Rzut z autu na wysokości pola karnego, Kos przedłuża głowa lot piłki, a ta trafia pod nogi Czerwińskiego, który z bliskiej odległości pakuje ja do "pustaka". Dobre i ciekawe otwarcie meczu sprawiło, że zgromadzeni na meczu kibicie nie mogli się nudzić. Przed upływem kwadransa obie drużyny zdobyły jeszcze po jednej bramce. Najpierw wyrównał niezawodny Skupień, ale chwilę później znakomicie z półobrotu uderzał sprzed pola karnego Mańka i na przerwę to Polandy schodziły z jednobramkową zaliczką.
W drugiej odsłonie obie ekipy już tak skuteczne nie były. Drużyna Fryzjera dążyła do odrobienia straty, zaś Polandy nastawiali się na kontrataki. Pozycyjna gra ekipy Mariusza Pali długo jednak nie przynosiła zamierzonego efektu, gdyż napastnicy mieli problemy z ulokowaniem piłki w siatce. Grający szybkie ataki rywale też nie mieli szczęścia w wykończeniu stwarzanych sytuacji. W 30 minucie wkońcu nadeszło przełamanie. Z rzutu rożnego w pole karne piłkę posłał Pala, a tam szczupakiem głową uderzył po długim rogu Sekta i było po trzy. W ostatnich minutach obie ekipy dążyły do zdobycia zwycięskiej bramki. Polandy najbliższe celu były w 38 minucie, kiedy najpierw w sytuacji sam na sam górą był bramkarz Fryzjerów, a chwilę później ponowie refleksem popisał się Piłot odbijając dobitkę Kotera z dystansu. Piłkę meczową miał jednak Ulidowicz który w ostatnich sekundach po szybkiej kontrze ekipy Fryzjera nie trafił w światło bramki będąc w oko w oko z Gottmanem. Tak więc remis wydaje się sprawiedliwym rozstrzygnięciem.

Polandy Pszczyna - Drużyna Fryzjera 3:3 (3:2)

PALP: Wszystko możliwe ale... 02-03.04.2011 · fot. Andzejek


II LIGA

Oby więcej takich spotkań
Bardzo dobre spotkanie rozegrali piłkarze DN Okna i K.W.CH. Piasek. Od pierwszych minut mecz był bardzo szybki. Piłka raz za razem przenosiła się to pod jedną to pod druga bramkę. W pierwszych dwudziestu minutach prym wiedli jednak piłkarze K.W.CH., którzy byli zdecydowanie skuteczniejsi od rywali. W 7 minucie znakomite prostopadłe podanie Rabinka z głębi pola wykorzystał Śniegoń, który wpadł w pole karne i nie dał szans Słowikowi. Pięć minut później znowu niebezpiecznie w polu karnym. Z autu podawał Kojzarek a piłkę głową tuż przy słupku do siatki skierował Kacewicz. Okna wyglądały na rozbite... psychicznie. Piłkarze z Rudołtowic byli wyraźnie zagubieni i zaskoczeni takim obrotem meczu. Rywale zaś grali jak w transie. Było widać, że to jest ich dzień.
O dziwo wszystko zmieniło się po przerwie. Chyba zbyt bardzo rozluźniła się ekipa z Piasku bowiem od pierwszych minut drugiej odsłony pozwalała rywalom na bardzo wiele. Inna sprawa, że Okna mocno przyśpieszyły grę. W 24 minucie dwójkową akcję w polu karnym rozegrali Grzegorz i Piotr Niemiec i ten pierwszy skierował piłkę do siatki. To tylko podbudowało ekipę z Rudołtowic. 180 sekund później był już remis, a szybka akcję na gola zamienił... Niemiec, tym razem był to Zdzisław. Na tym jednak nie koniec popisów DN Okna. Chwilę później bowiem prawą stroną boiska popędził Komraus uderzył w bramkę i mimo desperackiej interferencji obrońcy ta wpadła do bramki Ranbinka. Dopiero strata trzeciej bramki przebudziła piłkarzy K.W.CH., którzy zaczęli znowu lepiej grać. Czas jednak uciekał i wydawało się, że nie uda się już odwrócić losów tego meczu. W 40 minucie strzał rozpaczy z dystansu oddał Gabriel Rabinek i ku uciesze kolegów piłka przy dalszym słupku znalazła drogę do twierdzy Słowika. Po ciekawym emocjonującym meczu Okna podzieliły się więc punktami z K.W.CH.

DN Okna Rudołtowice - K.W.CH. 3:3 (0:2)

Piorunująca końcowka
Niezwykle ciekawie zapowiadało się spotkanie dwóch walczących o awans do pierwszej ligi drużyn. Relaks podejmował w sobotnie popołudnie ekipę Enigmy. Faworyt? Ciężko było wskazać, choć braki kadrowe pszczyńskiej szóstki (brak Bieleckiego i Błąkały) sprawiały, że w lepszej sytuacji była ekipa Zimnego. Początek rzeczywiście należał do gości, którzy próbowali przejąć inicjatywę gry. Relaks bez swoich "armat" ograniczał się głównie do kontrataków. Wszystko to sprawiło, że w pierwszych dwudziestu minutach mecz porywającym widowiskiem nie był. Nieco więcej zaczęło się dziać po zmianie stron. O tym, że pszczyńska piątka wciąż może być niebezpieczna Enigma przekonała się w 23 minucie kiedy to Kurciusz trafił w poprzeczkę. Najwyraźniej drużyna zza Wisły nie chciała być gorsza, bowiem osiem minut przed końcem dośrodkowanie Kopconia zmieniło się w strzał, który wylądował na poprzeczce. Czas uciekał a bramek wciąż nie było. W końcu jednak Enigma odczarowała bramkę Staronia. W 34 minucie lewą strona boiska przedarł się Buda i płaskim uderzeniem z ostrego konta wpakował piłkę w długi róg bramki. To sprawiło, że pszczyńska piątka musiała zaryzykować bardziej otwartą grę. W 36 minucie sytuacja Relaksu stała się jednak jeszcze trudniejsza, bowiem prowadzenie czechowiczan podwyższył Budny. Dwie minuty przed końcem meczu strzałem z rzutu wolnego z połowy boiska Zimnego próbował zaskoczyć jeszcze Witczak, ale kapitan Enigmy był na posterunku. I to na dobra sprawę tyle jeśli chodzi o akcje ofensywne pszczyńskiej szóstki. Czechowiczanie swoją wygraną przypieczętowali ostatecznie w 40 minucie, kiedy to szybka kontrę na bramkę zamienił Mikłasz.

Relaks Katon Pub - Enigma Czechowice 0:3 (0:0)

Ciekawe otwarcie i...
Sporo działo się w spotkaniu Termexu z KECHem. Tutaj od początku drużyny urządziły sobie ostre strzelanie. Już pierwsze uderzenie na świątynię Danela zakończyło się wspaniałą bramką. Z prawego narożnika pola karnego przymierzył Świerkot a piłka wpadła w samo okienko. Radość Termexu nie trwała jednak długo. Kilkadziesiąt sekund później precyzyjnie pod poprzeczkę uderzył Jaromin i Kubica musiał wyciągać piłkę z siatki. Ekipa pomarańczowo-białych grała jednak bardzo dobrze. Nic więc dziwnego, że w 5 minucie było 2:1. Z lewej strony boiska Hofman wrzucił piłkę z autu na głowę Szmuka a ten skierował ją bez problemu do celu. Na tym jednak nie koniec bramkowych szans. Po kwadransie gry mogło, a nawet powinno być 3:1, ale Nokel fatalnie przestrzelił będąc sam na sam z Danelem.
Tuż przed przerwą swoją szansę miał KECH, ale Jaromin będąc pięć metrów przed bramką posłał piłkę nad poprzeczką.
Po zmianie stron przycisnął mocno team Krzysztofa Gutowskiego. W 22 minucie przed utratą gola Termex uratował słupek, kiedy to z pola karnego uderzał Gumiński. Chwilę później wyczyn kolegi z drużyny skopiował Jaromin tyle tylko, że strzelał z nieco dalszej odległości. KECH dopiął jednak swego w 32 minucie. Wówczas to szybka kontra i samotny rajd Jaromina zakończył się golem. W końcowych fragmentach meczu obie drużyny próbowały jeszcze coś zmienić, ale klarownych sytuacji bramkowych już nie udało się wypracować.

Termex - KECH 2:2 (2:1)

Kryzysu ciąg dalszy
W starciu z Brygadą Kryzys zabójcza szósta z pewnością liczyła na przełamanie, ale wygląda na to, że zespół Kilersów jeszcze nie odbił się od dna. Początek meczu był jednak bardzo obiecujący. W drugiej minucie potężne uderzenie Kempnego zza pola karnego odbiło się od prawego słupka. Po chwili szczęścia zabrakło Kałamale, którego uderzenie zatrzymało się na... lewym słupku. Kilersi wciąż byli w natarciu i kilkadziesiąt sekund później z trudem uderzenie Sokołowskiego wybronił Kania. Bramka dla Kilersów wisiała zatem w powietrzu a gola zdobyli rywale. Po rzucie z autu piłka trafiła na głowę jednego z niższych na boisku piłkarzy - Kędziora i po odbiciu się od słupka zatrzepotała w siatce. Brygada najwyraźniej dała się wyszaleć Kilersom i sama przeszła do ofensywy. Druga bramka padła z niewielka pomocą Kubicy, który niebyt pewnie interweniował przy strzale Jarczoka. Brygada zatem mimo, ze nie gała najlepszych zawodów dość szczęśliwie prowadziła. Po zmianie stron Kilersi jeszcze liczyli, że zła karta może się odwrócić, ale nadzieja umarła po stracie dwóch kolejnych goli. W 29 minucie piłkę przed polem karnym stracił Chudek, a Jarczok bez problemów wpakował ją do bramki. Po chwili kolejny błąd defensorów zamienił się na gola numer cztery. W tym momencie poddał się Kempny i Kubica, którzy opuścili boisko. Wynik meczu w 34 minucie ustalił Szczęśniak. Końca kryzysu w zabójczej ekipie zatem nie widać.

Kilers - Brygada Kryzys 0:5 (0:2)

Wysokie loty
Na koniec sobotnich zmagań kolejny szlagier. Orły podejmują ekipę Veina. Zespół z Jankowic obrał taktykę defensywną, szukając swojego szczęścia w szybkim kontrataku. Wiekszego pomysłu na grę ekipa Veina jednak nie miała. Nic więc dziwnego, że od pierwszych minut widoczna była przewaga Orłów. Zmobilizowana pszczyńska szóstka dominowała na boisku niemal w każdym elemencie gry. W 10 minucie zespołowa gra przyniosła gola na 1:0, a z linii pola karnego nie od obrony uderzył Kajstura. Chwilę później mogło być już 2:0, ale po podaniu Czerwińskiego z trzech metrów w słupek trafił Kijonka. Decydujące fragmenty rozegrały się jeszcze przed przerwą. Cztery minuty przed końcowym gwizdkiem po rzucie rożnym na piątym metrze przed bramką Pieczki znalazło się dwóch niepilnowanych napastników Orłów, i Pojda bez problemów posłał piłkę do siatki. Tuż po wznowieniu gry piłkę przejęła ekipa Orłów, a na samotny rajd zdecydował się Ryguła i było praktycznie po meczu. Po zmianie stron tempo gry nieco siadło. Vein nie miał zupełnie pomysłu na rozpracowanie rywali. Nic więc dziwnego, że pod bramka Skipioła działo się niewiele. Twierdza Pieczki też nie była już tak oblegana, ale w 30 minucie znowu było gorąco. Po rzucie rożnym i strzale Tomasz Kijonki piłkę zdołał odbić jeszcze bramkarz jankowickiej ekipy, ale wobec dobitki Guzka był już bez szans. Niespełna 10 minut przed końcem meczu kontuzji nabawił się Adam Skipioł i w bramce pojawił się Pękała, ale nie miał okazji do zaprezentowania swoich umiejętności.
Z ciekawszych wydarzeń warto jeszcze odnotować 35 minutę, kiedy to z ostrego konta w przeciągu 10 sekund Grzegorz Kijonka dwukrotne trafił w słupek. Wynik do końca meczu nie uległ już jednak zmianie.

Orły Mirosława K. - Vein Jankowice 4:0 (3:0)

I LIGA

Wiosenny debiut
W niedzielę do boju ruszyła I liga. Tu na początek mecz o przysłowiowe sześć punktów, w którym Poligonersi podejmowali ekipę ZRB-Szybkie Banany. Dla ekipy z osiedla Powstańców Śląskich był to wiosenny debiut (w pierwszej kolejce pauza), więc ciężko było prorokować jak spisze się przebudowana, odmłodzona drużyna. Na pierwszą bramkę trzeba było poczekać tylko pięć minut. Wówczas to lewą strona boiska przedarł się Jurczyk i z ostrego konta uderzeniem po ziemi zaskoczył Krawczyka. Mimo zdobyczy bramkowej ciężko było powiedzieć, że team Cygana ma w tym meczu przewagę. Gra toczyła się gównie w środku pola. W 14 minucie z dystansu huknął Buras. Z interwencją pośpieszył się Komander i ku uciesze Poligonersów zmierzająca w środek bramki piłka zatrzepotała w siatce. Remis po 20 minutach wydawał się być sprawiedliwym rozstrzygnięciem.
W drugiej odsłonie do bardziej zdecydowanych ataków przeszli Poligonersi. W 23 minucie swój wyczyn z pierwszej połowy próbował skopiować Buras, ale tym razem zabrakło precyzji i piłka minęła cel. Kilkadziesiąt sekund później było już jednak 2:1. Tym razem Buras minął w polu karnym trzech obrońców i wyłożył piłkę na trzeci metr a tam Matyasik nie miał już problemów ze zdobyciem gola. Skromne prowadzenie najwyraźniej satysfakcjonowało team Pologonu, który starał się pilnować wyniku. Banany nie miały zbyt wielu bramkowych szans. Najlepsza przydarzyła się w 38 minucie, kiedy szarżującego Cygana tuż przed polem karnym powalił Matyasik. Gracz Poligonu ujrzał żółtą kartkę, a piłka po uderzeniu Szafrańca ugrzęzła w murze. Tak więc cenne punkty powędrowały na konto Poligonersów.

Poligoners - ZRB-Szybkie Banany 2:1 (1:1)

Jest lepiej
Pierwszoligowa potyczka dwóch drużyn środka tabeli zapowiadała się iście ciekawie. Sew-Met po wpadce w inauguracyjnej kolejce chciał szybko odbudować morale. W nie najlepszych nastrojach była też ekipa Undergrasosexoholoców, która też polegla w pierwszej kolejce. Nic więc dziwnego, że obie ekipy od pierwszych minut postawiły na grę ofensywną. W piątej minucie wynik meczu otworzył Kuźnik, który wykorzystał podanie od Szromaka. Nie minęło jednak nawet 60 sekund a wszystko zaczynało się od nowa. Swoją debiutancką bramkę w PALP zdobył Łukasz Matera. Undergraso poszli za ciosem. I przyznać trzeba, że kilka akcji mogło się podobać. Najskuteczniej było w minucie ósmej, kiedy to książkową akcję "z klepki" wykończył Kafka. Mimo to w lepszych nastrojach na przerwę schodziła ekipa z Piasku. W 15 minucie samobójcze trafienie zaliczył Rejowicz, choć tak naprawdę spory udział przy tym golu miał Szromek, którego uderzenie w słupek nabiło interweniującego obrońcę. Z kolei kilkadziesiąt sekund przed przerwą szybką kontrę i dobre zagranie Szczotki wykorzystał Kurcius. Tuż po zmianie bramek stały fragment gry mógł przynieść czwarta bramkę dla Sew-Metu, ale Kurcius z pięciu metrów nie trafił dobrze w piłkę i Krypczyk nie miał kłopotów ze złapaniem piłki. Co nie udało się ekipie Ryguły powiodło się rywalom. W 32 minucie szczęście dopisało Łukaszowi Materze, który zdołał lekko podbić piłkę nad interweniującym Boguckim i znowu mieliśmy remis. Wszystko wskazywał na to, że podziałem punktów zakończy się to widowisko, aż do 39 minuty. Piłkę z autu wyrzucał Przemyk, a Kuźnik lekko trącił futbolówkę, ale na tyle precyzyjnie, że ta wpadła do bramki tuż przy słupku. Szansy na odpowiedź rywale już nie mieli i z trzech punktów cieszył się Sew-Met.

Sew-Met - Undergrasosexoholics 4:3 (3:2)

Zadowolona czołówka
Dobre emocjonujące widowisko stworzyły ekipy Mieszka i Japi-Budu. Dla sąsiadów z ligowej tabeli mecz ten był bardzo ważny. Książęcy chcąc myśleć jeszcze o dogonieniu czołówki punktować muszą w każdym meczu. Budowlańcy zaś myślą o medalu, więc wygranej też potrzebowali. Mecz znakomicie ułożył się dla pszczyńskiej ekipy. W drugiej minucie indywidualna akcję lewą strona boiska przeprowadził Maszudziński dograł do Kędziora a ten z trudem ale zdołał zamknąć akcję i ulokować piłkę w pustej bramce. W 4 minucie wynik podwyższył ponownie Kędzior. Tym razem rzut wolny z okolic pola karnego wykonywał Jarząbek, a napastnik Mieszka lekko trącił tylko piłkę. Japi-Bud nie zamierzał się jednak poddawać i w 10 minucie Stencel zdobył gola kontaktowego. Kilka szybkich podań zupełnie zaskoczyło defensorów rywali i kapitan budowlańców zdobył bramkę. Napór zespołu z Piasku z każdą chwilą był coraz większy. Kiedy wydawało się, że wyrównanie jest już tylko kwestią czasu padły kolejne gole dla Mieszka. Najpierw po prostopadłym zagraniu Słabaszewskiego w sytuacji sam na sam Kędzior nie dał szans Krzekotowskiemu, a 120 sekund później Maszudziński wykorzystał złe wybicie bramkarza rywali i uderzył z dystansu niemal do pustej bramki. Nadzieję na korzystny wynik Japi-Bud odzyskał jeszcze przed przerwą. Fatalne ustawienie w defensywie i Dziadek zdobywa bramkę numer dwa. Jeszcze przed przerwą wynik mógł podwyższyć Kędzior ale dwukrotnie zmarnował dogodne sytuacje.
W 26 minucie jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał Dzida, którego strzał z 9 metrów z rzutu karnego obronił Krzekotowski. Prawdziwe emocje rozpoczęły się w 28 minucie, kiedy to po raz kolejny dobrą składną akcję przeprowadziła ekipa Japi-Budu, a na listę strzelców wpisał się Żmija.
W tym fragmencie meczu akcja przenosiła się to z jednej to z drugiej strony ale więcej szczęścia mieli budowlańcy. W 34 minucie pojedynek biegowy z obrońcami wygrał Zdunek i Żmija doprowadził do wyrównania. Wiele działo się też w ostatnich sekundach. Najpierw szansę na trzy punkty zmarnował Japi-Bud, którego koronkowa akcja zatrzymała się na słupku pustej już bramki. Piłkę meczową miał jednak Słabaszewski, który po rzucie wolnym z linii pola karnego przeniósł piłkę nad poprzeczką będąc pięć metrów przed bramką.
Remis w tym meczu zadowolił najbardziej drużyny... ligowej czołówki.

Mieszko - Japi-Bud 4:4 (4:2)

Postraszyli mistrzów
Trudną przeprawę z Gunnersami miała też ekipa Cadi-Caru. Obrońcy mistrzowskiego tytułu byli zdecydowanym faworytem tej konfrontacji, ale z początku nie było tego widać. Już w 2 minucie dobrą zespołową akcję strzałem z trzech metrów zakończył Kordoń. Piłkarze Biegiera w pierwszych minutach prezentowali się nadzwyczaj dobrze. Szczęścia brakowało zaś piłkarzom samochodziarzy. W 6 minucie z narożnika pola karnego uderzał Otremba ale trafił w słupek. Cztery minuty później sprawy w swoje nogi wziął Grygier i "kropnął" zza pola karnego i zdjął pajęczynę w bramce Bujaka. Po chwili mogło być już 2:1 ale po uderzeniu Gyriera udanie interweniował Bujak a dobitka Hamerlaka zatrzymała się na słupku. Co nie udało się Cadi-Carowi powiodło się rywalom. Po niespełna kwadransie gry rzut rożny wykonywał Paliczka zagrał na środek pola karnego a tam nie niepokojony przez nikogo Hołys spokojnie skierował piłkę do siatki. Tyle jeśli chodzi o pierwsze 20 minut. Na kolejne gole trzeba było poczekać do drugiej odsłony. Tu błyskawicznie padło wyrównanie. Z autu zagrywał Hamerlak piłkę przyjął Grygier, a że obrońcy zostawili mu wiele miejsca zdołał się obrócić i uderzeniem po długim rogu zmusił Bujak do kapitulacji. Po niespełna półgodzinie gry samochodziarze za sprawą niezawodnego Grygiera byli już na prowadzeniu. W tej części meczu gra Gannersom zupełnie się nie układała. W minucie 34 padła kolejne bramka dla piłkarzy Podstrzyńca. Prawą strona boiska pociągnął Dudziak i mimo asysty obrońcy zmieścił piłkę przy dłuższym słupku. Było niemal pewne, że po tym ciosie rywale się już nie podniosą. Ostatecznie na dokładkę Cadi-Car dorzucił jeszcze dwa gole. Najpierw Hamerlak z ostrego konta uderzeniem w krótki róg zaskoczył Świerczyńskiego, a ostatnie słowo należało do bohatera meczu Grygiera, który wykończył dwójkową akcje z Bałuchem.

Gunners Biegier - Cadi-Car 2:6 (2:1)

Bez błysku
W kolejnym meczu Ełka podejmowała OKS Poligon. Teoretycznie tutaj zwycięzca mógł być tylko jeden ale zespół z Osiedla Powstańców Śląskich nie zamierzał się poddawać bez walki. Ełka od pierwszych minut ma optyczną przewagę stara się prowadzić grę, dwie świetne okazje ma Majewski, ale dwukrotnie przenosi piłkę ponad poprzeczką. OKS swoich szans szuka w strzałach z dystansu, ale po uderzeniach Bałucha, Wiktorczyka czy Czapli udanie interweniuje Wrona. W 14 minucie po starciu z Wiktorczykiem w polu karnym pada Wala, który domaga się karnego, ale gwizdek sędziego milczy. Dwie minuty później Ełka wreszcie dopięła swego. Rzut z autu z prawej strony boiska na wysokości pola karnego wykonuje Wala, zagrywa do Skaźnika, a ten ładnym uderzeniem z pierwszej piłki pokonuje Ogiermana. Na tym jednak nie koniec. Jeszcze przed przerwą prowadzenie podwyższa kapitan Ełki - Krwczyk, który w polu karnym oszukał Pisarka i posłał piłkę do siatki obok bezradnego bramkarza. Dwubramkowa zaliczka sprawiła, że Elka spokojnie mogła kontrolować mecz. OKS jednak wciąż nie może poważniej zagrozi bramce Wrony. W 27 minucie było już 3:0. Z prawej strony zagrał w pole karne Majewski a Wala z pięciu metrów ulokował piłkę w bramce. Nie minęło nawet 180 sekund a Ogierman sięgał do bramki po raz czwarty. Tym razem rodzinną akcję Osemlaków zakończył uderzeniem głową Łukasz. Ełka jednak wciąż nie zwalniała tempa. W 32 minucie w słupek trafił Osemlak, a dwie minuty później po podaniu Wali do pustej bramki z dwóch metrów nie trafił Kroczek. OKS w końcówce meczu próbował choćby raz zaskoczyć rywali, ale Wrona wpierw popisał się piękną robinsonadą po uderzeniu Bałucha, a następnie nogą odbił groźny strzał Czapli zza pola karnego. Tak więc Ełka nie zachwyciła, ale odniosła pewne zwycięstwo.

Ełka Team - OKS Poligon 4:0 (2:0)

Wyrównany... kawadrans
Lider ligowej tabeli FC Profi M-Tec podejmował broniący się przed spadkiem team Trójcy. Nic więc dziwnego, że był w tym meczu zdecydowanym faworytem. Początkowo jednak uważna gra ekipy Folka utrudniała życie wicemistrzom. Wreszcie w 6 minucie tuż przed polem karnym piłkę wywalczył Cap i uderzył mocno w środek bramki, ale Chrobaszczyk nie miał szans na skuteczną interwencję. Profi ma przewagę, ale nie może jej na dobre udokumentować. Trzykrotnie świetne okazje marnuje Stuglik (m.in. raz nie trafia do pustej bramki po dograniu z rzutu wolnego). Swój celownik musi też wyregulować Poczkajski, który dwukrotnie w dogodnych sytuacjach nie trafia w bramkę. W 12 minucie próbkę swoch umiejętności zaprezentowali gracze Trójcy. Bardzo dobrze rozegrany rzut wolny trzy szybkie podania i z 7 metrów Bocheński nie daje Kani szans i mamy remis.
Niemoc strzelecką Profi przełamuje dopiero po przewie. Prawą strona boiska indywidualna akcje przeprowadził Poczkajski i spokojnie wykończył ją uderzeniem w długi róg. Nadzieje Trójcy przygasają w 30 minucie kiedy to pechowo piłkę do własnej siatki skierował Folek. Trójca myśląc jeszcze o korzystnym wyniku musi się otworzyć i... dzięki temu sporo miejsca zyskuje w ofensywie team Profi. Poczkajski może zatem zaprezentować pełnie swoich możliwości. Siedem minut przed końcem najlepszy ligowy snajper ogrywa trzech obrońców i pokonuje bramkarza po raz drugi. Cztery minuty później zagrana przez Jarząbka piłkę piętą podbija Stuglik i jest 5:1.Trójca jednak jeszcze walczy. W 38 minucie zagraną z głębi pola piłkę na klatkę przyjmuje Nachlik i nie daje szans Kani. Ostatnie słowo a właściwie słowa należą jednak do Profi. Na 6:2 podwyższa uderzeniem z linii pola karnego Jarząbek, a wynik ustala... Poczkajski.

Trójca - FC Profi M-Tec 2:7 (1:1)

Gospodarze zawiedli
Na deser pierwszoligowych zmagań pozostało spotkanie POSiRu z Jakubem. Tutaj bezsprzecznym faworytem ekipa z osiedla Daszyńskiego, choć nie jedna osoba liczyła na niespodziankę. Niestety skromny skład gospodarzy sprawił, że wielkich zawodów nie oglądaliśmy. Od pierwszych minut na boisku panowała praktycznie jedna drużyna i tylko kwestią czasu pozostawało kiedy padnie twierdza Jelenia. Sposób na swoich byłych kolegów znalazł Bienioszek (w ubiegłym roku występował w barwach POSiRu). Jarczok zagrał długa piłkę w pole karne a tam niepilnowany napastnik Jakuba głową dał prowadzenie swojej drużynie. 120 sekund później mógł być remis, ale po uderzeniu Szczypiora z rzutu wolnego refleksem popisał się Kościelny. Zamiast wyrównania padła bramka numer dwa dla Jakuba. Szybka kontra dwa dobre podania i zamykający akcję z prawej strony Bienioszek bez problemu lokuje piłkę w bramce. Po 12 minutach snajper ATSu ma już na swoim koncie hat-trica. POSiR jest zupełnie bezradny a nieliczne akcje rzadko docierają do pola karnego rywali. Pięć minut przed przerwą mogło być już 4:0 ale po uderzeniu Miczka udanie interweniował Jeleń, który sparował piłkę na słupek. Nadzieje na lepsze drugie dwadzieścia minut POSiRowi przywrócił Furtok, który wykończył akcję Biesoka. Jakub nie chciał jednak czekać na to co zrobią gospodarze. Tuż po wznowieniu gry Banet nieatakowany przez nikogo mógł spokojnie przymierzyć i czwarta bramka stała się faktem. W 28 minucie wynik ponownie podwyższył Bienioszek. Gracze POSiRu wyglądali na zagubionych, a w 30 minucie bliski zdobycia bramki samobójczej był Biesok, ale piłka po jego interwencji zatrzymała się na słupku. Dwie minuty przed końcem wynik spotkania ustalił Drzyzga, który dobił z metra piłkę zagraną przez Bienioszka. Ostatnie mocne uderzenie należało jednak do POSiRu. Kapitan Bałuch kropnął z dystansu, ale tym razem z pomocą Kościelnemu przyszła poprzeczka.

POSiR Pszczyna - ATS Jakub 1:6 (1:3)

A już w najbliższy czwartek wznawiamy walkę w Pucharze Ligi PALP. Areną zmagań pierwszych spotkań 1/16 pcharu będzie boisko Piast przy Zespole Szkół nr 1 w Pszczynie.

Kolejne ligowe gry w przyszły weekend na boisku przy hali POSiRu. Zapraszamy do typowania: typer liga I, typer liga II,
typer liga III.

Więcej o ligowych zmaganiach: statystyki, tabele, strzelców, aktualne harmonogramy gier na stronie: www.posir.pszczyna.pl

POSiR Pszczyna, UKS Centrum Pszczyna

Reklama - baner pod artykułem

Reklama - link rotacyjny

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.

POSiR

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z tematu "POSiR" podaj