pless.pl

Reklama

Gorące tematy

  • 3 grudnia 2022
  • 10 grudnia 2022
  • wyświetleń: 6232

Pszczynianin zrobił film o autorskim górskim szlaku rowerowym

Endurofina - Beskidzki Szlak Enduro to film obrazujący projekt wytyczenia rowerowego długodystansowego szlaku, łączącego 7 Beskidów oraz ich najwyższe szczyty. Twórcą górskiej trasy i zarazem reżyserem dokumentu jest Paweł Kurczab z Pszczyny, autor kanału o jeździe na MTB w górskich warunkach.

Reklama



Główną ideą autora było pokazanie uroków "staromodnego" enduro, polegającego na wielodniowej tułaczce po górach, pokonywaniu kolejnych pasm górskich, pikantnych zjazdów, dostrzegania piękna gór, jak i zmagania się i radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Atutem Beskidzkiego Szlaku Enduro jest zaprojektowanie go tak, aby całość spinał się pod kątem organizacyjnym. Szlak obejmuje dogodne miejsce "startu" i "mety", liczne schroniska, bazę noclegową i sklepy, w których możemy zaopatrzyć się w prowiant.

Paweł Kurczab jest jednocześnie twórcą jak i bohaterem swojego filmu. Na co dzień tworzy kanał w serwisie YouTube pod nazwą "Endurofina" o tej samej tematyce. Początki Pawła z kamerą sportową sięgają 2013 roku, zaś kanał narodził się w 2017 roku, kiedy stwierdził, że chce tworzyć wideo w lepszej formie - takiej, jak obecnie.

Skąd pomysł na zrobienie średniometrażowego, blisko godzinnego filmu i przeniesienie vlogowego projektu na duży ekran?

Endurofina
Endurofina - projekt Pawła z Pszczyny · fot. Endurofina / YouTube


- Na początku, gdy kręciłem vlogi, oglądałem je na komputerze i robiłem je krótkie. Później, zacząłem oglądać je na telewizorze i stwierdziłem, że powinny być dłuższe. W końcu zdecydowałem się na stworzenie prawie godzinnego filmu. Często piszą do mnie widzowie kanału, że chcieliby się spotkać, więc ten film i pokazanie go w Kinoteatrze Rialto w Katowicach jest wyjściem do fanów - mówi Paweł Kurczab.

Film o szlaku zostanie wyświetlony w czwartek, 15 grudnia o godz. 19:00. Przed seansem Paweł wygłosi krótką prelekcję dotyczącą szlaku, a po filmie odbędzie spotkanie z widzami kanału i fanami jazdy na MTB po górach. Bilety szybko się wyprzedały, ale pszczynianin zapowiedział, że film niebawem będzie można obejrzeć w innej formie, o czym będziemy informować.

- Seans w Rialto planuję jako jednorazową akcję. Chodzi głównie o spotkanie z pasjonatami. Później film będę rozpowszechniał w internecie- dodaje pszczynianin.



- Mój kanał nie jest bardzo popularny, ma dosyć wąską grupę odbiorczą. Odzew na spotkanie w Rialto był bardzo dobry. Po 3 dniach od rozpoczęcia sprzedaży biletów, zostało zaledwie 40 z 240 (obecnie wszystkie bilety są wyprzedane - przyp. red.). Dostaję sporo wiadomości od ludzi, że chętnie się spotkają - mówi.

- Po Beskidach jeżdżę na rowerze od 1997 roku. Przejechałem m.in. Główny Szlak Beskidzki i Mały Szlak Beskidzki. Są to jednak przede wszystkim szlaki piesze. Brakowało mi w nich tego, żeby były dostosowane do rowerów, czyli, żeby były to szutrowe drogi i żeby podjazdy były w miarę płaskie i łatwe. Zależało mi też na tym, żeby szlak w całym swoim długim dystansie zawierał "perełki", jeśli chodzi o zjazdy, ponieważ enduro właśnie na tym polega, żeby w całym tripie był jeden solidny, trudny zjazd - opowiada Paweł.

endurofina, paweł kurczab
Paweł Kurczab w trasie · fot. Endurofina / YouTube


- Wytyczając przebieg trasy, absolutnie nie ingerowałem w teren. Znam beskidzkie szlaki, jak własną kieszeń. Wybrałem te najlepsze i połączyłem kropki, tworząc jedną długą całość. Nie wybierałem ścieżek "ukopanych" przez kogoś na dziko, ponieważ są to ścieżki, które dziś są, a jutro ich nie ma. Także bazowałem tutaj wyłącznie na oficjalnych, oznaczonych szlakach górskich. Oczywiście kolory szlaków w mojej trasie się zmieniają. To nie jest tak, jak przy Głównym Szlaku Beskidzkim, że jedziemy cały czas czerwonym. Wynika to z tego, że nie byłbym w stanie wytyczyć tak długiej trasy odpowiednio dostosowanej pod rower, wzdłuż szlaku w jednym kolorze - mówi.

- Teraz pracuję nad mapą trasy Beskidzki Szlak Enduro, całość będzie rozbita na etapy i będzie udostępniona w formie śladów GPX, bo teraz nikt nie bawi się już w papierowe mapy. Powstanie też ulotka informacyjna - zapowiada.

Beskidzki Szlak Enduro będzie promowany w sieci.

- Chciałbym, żeby ten szlak istniał w świadomości rowerzystów, społeczności pasjonatów enduro, ponieważ nie ma możliwości sformalizowania tej trasy. Nie będzie więc fizycznych oznakowań na szlakach górskich - mówi P. Kurczab.





Przy tworzeniu trasy enduro Pawłowi zależało na dobrym dostępie do bazy turystycznej i dogodnym dojeździe do miejsca startowego. Beskidzki Szlak Enduro zaczyna się i kończy na linii kolejowej PKP Katowice-Zwardoń. Z całej Polski można dojechać pociągiem do Katowic. Startujemy z Wilkowic Bystrej, a kończymy w Milówce.

- To przytyk do Głównego Szlaku Beskidzkiego. Żeby go rozpocząć, trzeba dostać się do Ustrzyk Górnych, co jest trudne - wskazuje Paweł.

Szlak jest tak ułożony, by był dostępny zarówno dla rowerów zwykłych, jak i elektrycznych.

- Ja jeżdżę na elektryku i zależało mi na tym, żeby po drodze dostępne były stacje, na których można podładować baterię. Ważne jest też jedzenie. Jadąc np. przez Beskid Niski, który nie jest zawarty w mojej trasie, przez 80 kilometrów możemy nie spotkać ani żywej duszy, ani sklepu. Osoba, która porusza się wytyczonym przeze mnie Beskidzkim Szlakiem Enduro, nie musi się zaopatrywać w ciężki prowiant i wodę. Tu jesteśmy w stanie zaopatrywać się w mniejsze ilości pożywienia, na bieżąco w trakcie jazdy. Beskid Śląski i Żywiecki jest dobrze rozwinięty pod kątem zaplecza turystycznego. Im dalej na wschód, schronisk jest mniej, ale mój szlak przebiega przez wsie, więc kultowe wiejskie sklepy, które nie zmieniły się od 20 lat, dodadzą uroku tej podróży - opowiada.

Endurofina - projekt Pawła z Pszczyny
Endurofina - projekt Pawła z Pszczyny · fot. Endurofina / YouTube


Jaki jest poziom zaawansowania szlaku?

- Poziom trudności nie jest dla początkujących, raczej trzeba już posiadać jakieś umiejętności, żeby pokonać dane fragmenty, które nazywam perełkami polskich szlaków enduro. Inaczej nie będzie frajdy i na zjazdach będziemy rower sprowadzać. Nie jest to jednak super zaawansowany poziom. Nazwijmy go średniozaawansowanym - mówi pszczynianin.

Jak wygląda dziś poziom rozwinięcia sieci stacji ładowania rowerów elektrycznych przy beskidzkich schroniskach?

- Nie jest to jeszcze powszechne, ale jeśli porównamy sytuacje sprzed 3-4 lat, gdzie ładowarek nie było w ogóle, to jest lepiej. Rośnie też świadomość właścicieli obiektów w górach, bo stawiają stacje ładowania stricte pod rowery, albo nie mają przeciwskazań, a wręcz wystawiają przedłużacze, żeby można było sobie naładować akumulator jednośladu. A robią to z prostego względu: ktoś przychodzi naładować elektryka, a w międzyczasie korzysta z oferty gastronomicznej i schronisko zarabia. Baza powoli się rozrasta, niedawno taka stacja ładowania powstała na Wielkiej Raczy - relacjonuje Paweł.



- Coraz popularniejsze stają się też same rowery elektryczne. Stało się to w momencie, kiedy jednoślady zaczęły mieć dobre zasięgi. Wcześniej były małe baterie, geometria tych rowerów nie pozwalała na szaleństwa w górach, natomiast od dwóch lat ceny stały się przystępniejsze, w granicach 20-25 tysięcy złotych. Nie mówimy już o 30-40 tysiącach i wyżej. Ja jeżdżę po górach od 25 lat i po 20 latach stwierdziłem, że przejdę na elektryka. Teraz nie wyobrażam sobie wrócić do roweru analogowego, jeśli chodzi o jazdę po górach. Elektryk daje czystą esencję frajdy z jazdy po górach. Zmęczenie też jest, ale da się przejechać dużo, dużo więcej - przyznaje Paweł Kurczab.

- Kiedyś po przejechaniu 65-70 kilometrów i pokonaniu 2,5 tysiąca metrów przewyższenia, byłem wyczerpany do zera. Teraz, przy jeździe na elektryku można jeszcze wieczorem posiedzieć w schronisku, napić herbaty i pogadać z ludźmi - dodaje.

endurofina, paweł kurczab
Paweł Kurczab w trasie · fot. Endurofina / YouTube


Paweł Kurczab przemierzył na dwóch kółkach wiele pasm górskich. M.in. Dolomity czy Jeseniki.

- Lubię poszukiwać, eksplorować. Oczywiście lubię nasze Beskidy, natomiast lubię też odkrywać nowe tereny. Otwieram mapę i gdzie tylko zobaczę jakieś nowe góry dostępne dla roweru, to tam się zapuszczam. Najdalszy zakątek, w którym byłem na rowerze, całkiem niedawno, bo w październiku, to włoska wyspa Elba. Była to wyprawa na 40-urodziny - relacjonuje.

- Dla mnie to jest styl życia. Kocham góry, kocham jeździć po górach, kocham adrenalinę, która jest na zjazdach i wydaje mi się, że tułaczka z jednym, dwoma noclegami, możliwość poczucia klimatu gór w nocy czy nad ranem... To daje niepowtarzalne emocje. To jest to, co lubię. Bycie wśród natury, człowiek, rower i nic więcej - podsumowuje.

---

"Kiedy staniesz w tym miejscu na kilka minut przed rozpoczęciem wielkiej przygody, endorfiny uderzą w twoje żyły, będziesz pełen ekscytacji i pełen obaw. Choć jedziesz wytyczonym szlakiem, zdarzyć się może wszystko. Pogoda, teren, góry, sprzęt i ty sam - czy to wszystko się zepnie, czy dam radę, czy ma to sens? Chwytaj byka za rogi i jedź. Tylko góry, szlaki, rower i ty. Enduro. Beskidzki Szlak Enduro" - mówi Paweł w zwiastunie swojego filmu.

Beskidzki Szlak Enduro

ar / pless.pl

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.